A Hawk and a Hacksaw – “Cervantine”

A Hawk and a Hacksaw – “Cervantine
L.M. DUPLI-CATION/2011

Bałkany w Nowym Meksyku.

Na miejsce nagrywania swojej piątej płyty A Hawk and a Hacksaw wybrali swoje rodzinne miasto, Albuquerque w Nowym Meksyku. Kto jednak pomyśli, że zostawiając Budapeszt zostawiają Europę, jest w błędzie.

Jeremy Barnes i Heather Throst Bałkany mają we krwi. We krwi mają też pustynne krajobrazy Nowego Meksyku. Z tych dwóch geograficznie odległych, ale muzycznie zaskakująco podobnych rejonów czerpią inspirację na “Cervantine”. Najłatwiej tę transoceaniczną bliskość można usłyszeć w “Espanola Kolo”, która już w nazwie łączy Nowy Meksyk z Serbią. A utwór brzmi, jakby mariachi grali do tańca grupie Serbów. Natomiast wszędzie indziej pierwiastek europejski jest zdecydowanie dominujący, a latynoskie elementy pojawiają się na zasadzie smaczków.

Z licznej grupy muzyków wspierających akordeonistę Barnesa i skrzypaczkę Throst, oprócz wyśmienitej sekcji dętej na pierwszy plan wybija się Stephanie Hladowski, śpiewająca w dwóch utworach – “Mana Thelo Enan Andra” i jednym z największych klasyków w historii muzyki – “Uskudar”. To też jedyne utwory z wokalami na “Cervantine”. Stephanie śpiewa je, jakby była prawdziwą Greczynką, a nie Brytyjką. “Uskudar” również śpiewa po grecku, choć to melodia najczęściej kojarzona z Turcją, ale jej historia i teorie na jej temat, to materiał na niejeden wykład. Wykonanie tego klasyka przez A Hawk and a Hacksaw spokojnie można zaliczyć do bardziej brawurowych wersji tego utworu. Stephanie dzielnie wspiera brat, Chris, grający na bouzouki. I on też ma swoje pięć minut, w utworze tytułowym, którego jest gwiazdą.

Rezygnacja ze śpiewania po angielsku wyszła A Hawk and a Hacksaw zdecydowanie na dobre. Daje im to dużo więcej bałkańskiego, nostalgicznego ducha, którego tak brak Beirutowi. Muzyka Amerykanów jest pełna bałkańskiego słońca, ale i tej wspomnianej nostalgii. Świat, który ukazują dźwiękami widać w barwach sepii. Czasem mam wrażenie, że próbują wrócić do czasów, które dawno minęły.

“Cervantine” jest przepiękną podróżą w czasie i przestrzeni. Momentami aż dziwię się, że Amerykanie tak dobrze czuję Europę.

Michał Wieczorek