Afro Kolektyw – “Piosenki po polsku”

Afro Kolektyw – “Piosenki po polsku”
Universal/ 2012

Miło-ckliwe refreny o tematach ważniejszych.

Jeżeli popatrzymy na Afro Kolektyw z perspektywy pracownika poszukującego zatrudnienia na coraz bardziej wymagającym rynku pracy, nie możemy odmówić mu jednego – łatwości przebranżowienia i przekwalifikowania. Taki pracownik nigdy nie będzie musiał wystawać w kolejkach po zasiłek w miejscowym urzędzie pracy.

Po przesłuchaniu “Piosenek”, albumu wydanego w dużej wytwórni, wydaje się, że zespół doskonale rozumie te zależności rynku, potrafiąc na dodatek znaleźć jeszcze w swoim przeobrażeniu odpowiednio ważne miejsce dla zespołowych ambicji i oryginalności.

“Piosenki” są niewątpliwie skokiem w bok. Albo raczej wyskokiem z szufladki hip-hop. Ten, kto po zapowiadającym album “Wiążę sobie krawat” w swoim radykalizmie odrzucił Afro Kolektyw zarzucając im sprzedajność, trywialność oraz całą serię fundamentalnych grzechów estetyki hip-hopowej, raczej nie rozkocha się w “Piosenkach”. Więcej! Czarno-białe, prawdziwe-fałszywe postrzeganie przez niektórych muzyki będzie miało swoje idealne zastosowanie przy spotkaniu się z takimi kawałkami jak “Czasem pada śnieg w styczniu” czy “Niemęskie granie”.

Na “Piosenki po polsku” nie można patrzeć jednak jedynie przez pryzmat zdrady przez Michała Hoffmana etosu inteligentnego rapera. Jest to doprawdy bardzo dobry piosenkowy album pełen życzliwych melodii, kosmatych klawiszy, lekkich gitar. Rymy, choć może nie tak dosadne jak w “Przepraszam”, “Czytaj z ruchu moich ust” czy historii o odrażających mężczyznach, ciągle są trafione i zgrabne. Zmienił się tylko przedmiot opowiadań, który wynikać może z osiągnięcia przez Afrojaxa wieku chrystusowego. Codzienna bezradność, nadzieje, ambicje. Wrażliwość, ojcostwo, odpowiedzialność. Spoważniał nam kolektyw.

Jeżeli zespół chciał zdecydować się na zmianę stylistyczną, to zrobił to w najlepszym momencie, “Piosenki” bowiem otwierają przed nimi nowe dla zespołu ścieżki i rewiry, do których przecież zawsze można przemycić trochę rapu i jazzu, a czwarta płyta zespołu to ostatni dzwonek dla zespołu.

Mimo licznych przemyśleń 30-latka, “Piosenki” niosą w sobie przede wszystkim ogromny uśmiech i radość ze słuchania harmonijnych i ładnych, czasem aż niewinnych utworów. Kolektyw mruga do polskiej muzyki pop z lat 80., rozwijając ten skrót do popularności, nie popeliny. Puszcza też oko swoim fanom i przypomina, że chwała nam i sława, a frajerom żal. Więc nie obrażaj się, bo winien będziesz sobie sam.

Krzysiek Żyła