WywiadyprzemekLESKI

Alfabet Leskiego

WywiadyprzemekLESKI

Alfabet Leskiego

“Lubię mieć w sercu powietrze.”

W czerwcu ubiegłego roku na rynku pojawił się debiutancki album Leskiego zatytułowany “Splot”. Na płycie artysta śmiało podąża ścieżką fascynacji anglosaskim folkiem. W rozmowie z Uwolnij Muzykę! opowiada o dorastaniu, autorytetach oraz wspólnej trasie koncertowej z Edytą Bartosiewicz. Poznajcie alfabet Leskiego!

Autofobia

Do napisania “Autofobii” zainspirowała mnie etiuda filmowa “Drżące trąby” Natalii Brożyńskiej. Opowiada o dwóch stworkach: Pafnucym i Kalasantym, z których każdy chciałby być jak ten drugi. Kontekst bardzo ludzki. Zawsze wydaje nam się, idąc za pewnym angielskim przysłowiem, że trawa jest bardziej zielona u sąsiada. Każdy ma w sobie coś z autofoba, który własne życie postrzega w bardziej wypłowiałych barwach niż cudze. Jeśli w to uwierzymy, rzeczywiście można się “potknąć na płaskim”.

Broda

Nie uległem modzie, noszę brodę od dobrych pięciu lat. Przemierzałem z nią festiwale piosenki autorskiej, studenckiej itd. Kiedyś po prostu zaniedbałem twarz i stwierdziłem, że właściwie może tak zostać. Teraz pielęgnuję ją świadomie. Niedawno np. posłużyła jako pretekst do wyboru miejsca wywiadu z Piotrem Metzem.

Ciechowski Grzegorz

Myślę, że odkrywanie twórczości jakiegoś artysty wymaga właściwego momentu. Tak jak w kontaktach międzyludzkich, tutaj również, żeby coś zaiskrzyło wiele zależy od miejsca i czasu. W momencie, gdy zetknąłem się z Republiką i Ciechowskim, słuchałem zupełnie innych rzeczy. Odkrywałem wówczas muzykę anglosaską. Melodyjną i folkową. Twórczość Ciechowskiego charakteryzował surowy przekaz. Nie byłem wtedy przygotowany na taki rodzaj ekspresji. Doceniłem kunszt, ale piosenki nie szły w parze z moimi emocjami. Minęło trochę czasu i wróciłem do muzyki Ciechowskiego. Przepadłem bez reszty. Wszystko. Forma, treść. Idealnie trafiły w mój gust. Grzegorz Ciechowski był według mnie pierwszym producentem muzycznym w Polsce z prawdziwego zdarzenia.

Dzieciństwo

Wychowałem się na tzw. podwórku. To było szalone, trochę łobuzerskie dzieciństwo. Łaziłem z kolegami po fabrykach w Żyrardowie, ale w międzyczasie pojawiła się też muzyka. Chodziłem do klasy, której wychowawcą była pani od muzyki. Właściwie na każdej godzinie wychowawczej śpiewaliśmy. Jeździliśmy na tzw. zielone szkoły, obozy, festiwale. Cała klasa dzięki temu była bardzo umuzykalniona. Wprawdzie w domu zawsze była gitara taty, ale to co się wydarzyło później w moim życiu muzycznym, zdecydowanie bardziej związane było z moją naturą poszukiwacza.

Edyta Bartosiewicz i wspólna trasa

Dla mnie była to zupełnie irracjonalna sytuacja, bo cztery miesiące wcześniej wydałem własnym sumptem EP-kę. Nagle padła propozycja wspólnej trasy. To był strategiczny moment. Mogłem wyjść z własną twórczością do większej publiczności. Było to bardzo ubogacające doświadczenie. Edyta ma niesamowity dystans do życia. Mieliśmy czas na rozmowy o planach, ale też o inspiracjach. Był też taki moment, że siedzieliśmy i puszczaliśmy sobie kawałki z YouTube’a jak kumple z liceum. Pamiętam, że pokazała mi kilka piosenek pewnego norweskiego songwritera. Piękny czas!

Folk

W wydaniu anglosaskim towarzyszy mi od dobrych piętnastu lat. Ściągałem płyty przez sklep Helicon z Warszawy na Nowym Mieście. Właściwie każdą zgromadzoną kasę wydawałem na te albumy. Pamiętam, że była taka wytwórnia Sugar Records ze Stanów. Można było u nich znaleźć sporo zarówno obciachowej, jak i znakomitej muzyki. Po drodze przechodziłem fascynacje różnymi gatunkami. Chciałem, żeby debiutancka płyta była syntezą tych muzycznych podróży. Odciąłem się od ideologii, postawiłem na to, co siedziało mi w głowie. Folk był mi najbliższy.

Gitara

Zacząłem grać w 1997 roku. Razem z kumplem miałem wtedy zespół hip-hopowy, ale żaden z nas nie potrafił na niczym grać. Uznałem, że warto spróbować.

Hip – Hop

Z perspektywy 2016 roku ten mój hip-hop może wydawać się dziwny. Ale lata 90. to czasy rozkwitu tej muzyki i mojej fascynacji całą subkulturą. Jeździłem na deskorolce, słuchałem Beastie Boys, nosiłem szerokie spodnie i bluzę z kapturem. W hip-hopie ważny jest przekaz, a nam chodziło właśnie o tekst, opowiadanie historii. Może właśnie dlatego najpierw zostałem tekściarzem. Nie potrafiłem na niczym grać, a długopis mi nie ciążył.

Idol

Cenię wiele osób, ale sortuję zawsze to, co do mnie przychodzi. Staram się analizować poszczególne elementy, nie brać wszystkiego z dobrodziejstwem inwentarza. Muzycznie, chciałbym mieć w sobie tyle konsekwencji, co Wojtek Waglewski, niezależnie od tego, co mnie spotka. Życiowo, moi rodzice są dla mnie wzorem.

Jam Session

Oczywiście mam za sobą takie historie, jednak nigdy nie aspirowałem do bycia gitarzystą solowym. Zawsze interesowała mnie bardziej technika “finger style”. Gitara miała być podkładem, dzięki któremu mogę opowiadać historie.

Korporacja

Lubię mieć w sercu powietrze, a trudno o nie w korporacji. Z drugiej strony można się wiele w niej nauczyć. Poruszasz się jednak w sztywnych ramach i nie możesz zbytnio żonglować czasem. W moim przypadku to życie zdecydowało. Pojawiły się zwolnienia grupowe i sprawa sama się rozwiązała.

Longboard

W czasach hip-hopowania jeździłem na desce streetowej. Dziś dmucham na zimne i szanuję kolana, dlatego kupiłem longboarda. Czeka mnie wizyta u lekarza i jeśli okaże się, że wiązadła wytrzymają kick-flipa, być może wrócę na street.

Łatki

Są dwa rodzaje szufladkowania. Pierwszy dotyczy ludzi, a drugi muzyki. Z pierwszym nie mam problemu, bo nie interesuje mnie, co ktoś o mnie sądzi. Co do drugiego…łatki zawsze mnie irytowały, ale teraz traktuję je jako etykiety na półce, które mają ułatwić słuchaczowi dotarcie do muzyki. Musi istnieć jakiś drogowskaz.

Miłość

Nie da się do niej przygotować. Zawsze przychodzi z innej strony niż się spodziewasz. Inna sprawa to miłość rodzicielska. Jest w każdym z nas. Czeka tylko na aktywację. Mam dwuletnią córeczkę i odkąd przyszła na świat odczuwam zupełnie inaczej.

Nauka

Uczyłem się zawsze dużo i chętnie. Długo studiowałem. Najpierw skończyłem ekonomię, potem poszedłem na lingwistykę. W międzyczasie pojawiły się jeszcze studia podyplomowe. Nie robiłem tego, żeby mieć papiery. Interesowałem się bardzo różnymi rzeczami na różnych etapach mojego życia i chciałem poszerzać horyzonty. Dowiedzieć się czegoś więcej. Zawsze lubiłem szukać, nie tylko w muzyce, również w innych dziedzinach. Ale studia to tylko narzędzia. Dobrze je mieć, ale nie gwarantują niczego.

Odbiorcy

Niedawno w radiowej Jedynce z przymrużeniem oka sparafrazowałem pewnego polityka, mówiąc: “O taką publiczność walczyłem”. I rzeczywiście. Podczas trasy starałem się rozmawiać z ludźmi, którzy przychodzili na koncerty. Nie zbudowałem sobie profilu mojego odbiorcy, ale zdążyłem się przekonać, że są to osoby, które zwracają uwagę na teksty. Że charakteryzuje ich jakaś wrażliwość i nie przyszli tam, żeby wypić piwo i żuć gumę. To szczególarze, tak jak ja.

Polska

Bardzo lubię Polskę. Jest tu dużo ciekawych rzeczy, osób, miejsc, sztuki. Świetna aura, niepotrzebnie psuta przez wojnę polsko – polską.

Radiowa Trójka

Dobrze jest od najmłodszych lat mieć właściwe wzorce. Umiejętność sortowania przychodzi z czasem. Warto dlatego przedzierać się przez kulturę, muzykę z jakimś przewodnikiem. Jeśli nie są to rodzice, kumple, rodzina, może być nim dobre medium. Dla mnie Trójka od początku była takim wzorcem. Ta stacja w dużym stopniu ukształtowała mój kosmos muzyczny. Cieszę się, że teraz wspiera moją twórczość. Daje mi powód.

Splot

Spełnienie marzeń. Nie słuchałem długo tego albumu zaraz po wydaniu, bo spędziłem nad produkcją i miksami bardzo wiele godzin. Musiałem odpocząć. Później minęła faza wycieńczenia. Pamiętam, że moja żona po jakimś czasie włączyła płytę. Pomyślałem sobie: “Kurcze, jestem z tego zadowolony!”. Chciałem, żeby ten album nie był pretensjonalny. Nie chciałem rewolucji, łamania kręgosłupów. To miało być uwieńczenie pewnego odcinka czasu i pretekst do dalszej wędrówki muzycznej.

Środowisko artystyczne

Praca z doświadczonymi muzykami, którzy już swoje przeżyli, i których mam w swoim składzie jest dużym ułatwieniem i niesamowitą szkołą. Ale to nie zwalnia z obowiązku ciężkiej pracy i konsekwentnej realizacji jakiejś wizji. A wizję trzeba mieć! Nikt inny Ci jej nie da!

Trasa koncertowa

Nie było koncertu, który przyniósłby rozczarowanie, zarówno jeśli chodzi o frekwencję, jak i atmosferę. Zagraliśmy dla wyjątkowych i nieprzypadkowych ludzi. Nie była to trasa, która nagle przemalowała pejzaż muzyczny, ale wypadła bardzo fajnie. Odpowiada mi taka prędkość rozwoju. Moim celem nie było wywracanie świata muzycznego. Chciałem zrealizować konkretny pomysł i grać koncerty.

Upadki

Zawsze są obawy, że szczęśliwy etap może się skończyć. Ale nie kostnieje przed upadkami, bo już nieraz wypadałem z różnych zakrętów. Takie jest życie, trzeba się otrzepać i pójść dalej.

Wolność artystyczna

Miałem skrystalizowaną wizję tego, co ma się wydarzyć. Nie zdarzyło mi się zrobić czegoś, z czym nie zgadzam się artystycznie. Znam historie o tym, że wytwórnia gmera w wizji artystycznej i dostosowuje ją do potrzeb marketingowych. Wydaje mi się jednak, że ma to miejsce wtedy, gdy artysta sam nie wie, czego chce. Wierzę w to, że jeśli masz pomysł i wiesz czego naprawdę chcesz, ludzie Ci zaufają.

Youtube

Teraz to moje główne źródło wyszukiwania muzyki. Kiedyś radziłem sobie poprzez wydawnictwa. Nie szukam tylko tego, co jest popularne. Liczba wyświetleń nie ma dla mnie znaczenia, to interesuje głównie wytwórnie i media. Nie ma znaku równości pomiędzy statystykami a wartością artystyczną. Są rzeczy, które uwielbiam, a mają 3,5 tys. wyświetleń.

Zaczyn

Owoc dziecięcej pasji, ale i ciężkiej pracy. Uczestniczyłem w każdym etapie tworzenia go. Pieniądze gromadziłem z nagród, które otrzymałem na festiwalach piosenki autorskiej, poetyckiej, artystycznej. Wypuściłem ją w nakładzie tysiąca sztuk z piękną okładką Pawła Stasiewicza. Dwie piosenki z EP-ki weszły na “Splot”.

Żyrardów

Miasto mojej młodości. Fabryczna osada. Wychowałem się na jej uliczkach między czerwonymi budynkami. Grałem w piłkę, bawiłem się w podchody, śmigałem po ruinach starych kamienic. Nieco później przez moment mieszkałem na warszawskiej Woli, pozostając jednak trochę w klimacie. Pracowałem w korporacji i chodziłem codziennie w garniturze. To wyglądało dość zabawnie, biorąc pod uwagę, że nad głowami często przelatywały różne przedmioty. Było wesoło!

rozmawiał: Tomasz Błaszkiewicz
fot. Justyna Hołubowska

>>>Oglądaj wideosesję z Leskim<<<