Algiers – “Algiers”

Algiers – “Algiers”
Matador/2015

Transgatunkowa walka o ideały.

W 2012 roku Charles Bradley doprowadził do łez publiczność Off Festivalu. Pomyślałem wtedy, że funk i soul wprawdzie nie przeżywają odrodzenia, a najciekawsze postacie współczesnej sceny (Bradley czy Lee Fields) mają już swoje lata, ale emocje zawarte w ich muzyce są ponadczasowe. Wreszcie pojawił się jednak zespół czerpiący pełnymi garściami z bogatej tradycji tych dwóch spokrewnionych gatunków, a zarazem proponujący uwspółcześnione, wzbogacone zewnętrznym wpływami oblicze. Mało tego, on także zdołał odebrać dech uczestnikom katowickiego festiwalu.

Głos Franklina Jamesa Fishera zapewniłby mu solidny kontrakt z Motown Records, ale dźwięki generowane przez instrumenty skutecznie unikają podporządkowania się prostym klasyfikacją. W “Claudette” słychać powszechnie nadużywany w 2015 roku motoryczny bit wymieszany z pięknie odznaczającą się, funkową linią basu i hałaśliwą partią gitarową, które w ostatnich minutach przemieniają pierwotnie nastrojowy utwór w hałas z pogranicza shoegaze’u; “Old Girl” (mój numer jeden na krążku) rozpoczyna się od syntetycznych uderzeń zaczerpniętych z początku lat 80., co w połączeniu z długo wybrzmiewającym, surowym werblem oraz punk rockową agresją w końcówce uzasadnia liczne porównania Algiers do Suicide; “Irony. Utility. Pretext.” (mój numer dwa) to dyskoteka z początku lat 90., sample doskonale pasujące do Technotronic czy Afrika Bambaataa i dziwne, przetworzone chórki; “In Parallax” ma w sobie natomiast pierwotnego ducha afrobeatu oraz gospelowe przyśpiewki w tle. Przepych nawiązań jest tu jednak spięty spójną klamrą zarówno stylistyczną, jak i tematyczną, co czyni Algiers jeszcze bliższe punk rockowi czy afrobeatowi.

Ekipa z Atlanty opisuje swoją działalność jako wynikającą wprost z frustracji, a także zajmującą zdecydowane stanowisko w przywracaniu solidarności mieszkańców całego globu stających do nierównej walki z ekonomiczną globalizacją. Rasizm, przemoc, społeczne nierówności – to tematyczna baza dla Algiers i w tym wypadku faktycznie może stanowić coś więcej niż “przekonywanie przekonanych”, z czym boryka się niemal cała scena hardcore punkowa. Kiedy Dead Kennedys śpiewają o brutalności policji, o ochronie środowiska naturalnego, o politycznych manipulacjach albo o okrucieństwach wojny, to nie są w stanie otworzyć oczu absolutnie nikomu, ponieważ ich odbiorcy już dawno mają wpojone identyczne ideały. Grupa potencjalnych odbiorców Algiers jest znacznie szersza (właściwie każdy, kto nie jest ortodoksyjnym słuchaczem któregoś z gatunków powinien odnaleźć tu coś dla siebie), dzięki czemu kryjący się za nimi przekaz rzeczywiście może prowokować do refleksji.

Debiut Algiers to wydawnictwo kompletne, poruszające formą i treścią, udowadniające, że muzyka z przekazem nie jest odgórnie wykluczona z mainstreamu, ale być może zbyt mało osób zadaje sobie trud wyjścia poza proste piosenki o mniej lub bardziej skomplikowanej miłości.

Jarosław Kowal