Alice in the Cities – “Of the Lines”

Alice in the Cities – “Of the Lines”
Fakiri Records/2015

Dowód na to że post-rock wciąż może mieć się dobrze.

Przynajmniej, gdy ma potencjał stania się filmowym podkładem, pełnym wyimaginowanych form.

Debiutancki album zespołu Alice in the Cities rozpoczyna utwór “Odessa”. Mały ukłon w stronę czarnomorskiego miasta jest prawdziwą instrumentalną perełką, której początek do złudzenia przypomina utwór “Trembling Hands” od Explosions in the Sky. Już po chwili obiera jednak bardziej intymny nastrój, pełen przeszywających dźwięków płynących z gitary Romain’a. Motyw podróży nie pojawia się tu w sposób przypadkowy, jest swego rodzaju bazą dla całej płyty. Co nie wynika jedynie z tytułów poszczególnych kompozycji odnoszących się do kolejnych miast. Trójka muzyków znalazła własną niszę dla swej kreatywności, ku uciesze prawdziwych fanów nostalgii i instrumentalnego rocka. Struktura poszczególnych utworów choć z początku błaha i prosta, przyjmuje dalej wymiar wciągających opowieści, opowiedzianych ich własnym językiem. Czasem wydaje się, że Alice in the Cities bardziej podróżują po mniej uczęszczanych drogach i przedmieściach miast, choć wciąż do przodu i bez wytchnienia.

Trudno wyróżnić poszczególne utwory – razem wydają się dopełniać i tworzą zgraną całość. Najbardziej adekwatnym tytułem jest z pewnością “Wien”, który przywołuje swym nastrojem podniosły charakter pełen dźwiękowego bogactwa. Nie licząc bardziej nostalgicznych momentów, na albumie przeważa skrzyżowanie krautrocka i ambientu, co najlepiej pokazuje utwór “Kraków”. Czy też pełne swej własnej motoryki partie “Beiruth” i “Jaffa”, które różni nie tylko nieeuropejskie położenie. Doskonale zgrany bas z perkusją stanowi o sile tych utworów, pozostawiając jedynie niewielką przestrzeń dla dopełniających dzieła gitarowych smaczków. Stanowi to jeszcze jeden dowód jak zgranym zespołem są muzycy z Berlina, którzy na “Of the Lines” pokazali pełnię instrumentalnego talentu. I choć po krótszym kontakcie z płytą nie od razu może stać się to oczywiste, dłuższe wsłuchanie się powinno dać głębsze przemyślenia, że nie jest to zwykły materiał. Ale jeden z tych, które trafiają się coraz rzadziej.

Mateusz Cudo