And So I Watch You From Afar – “Gangs”

And So I Watch You From Afar – “Gangs”
Richter Collective / 2011

Kto powiedział, że rock instrumentalny musi być nudny?

Kiedy wydaje już się, że wszystko w post-rocku zostało powiedziane, zawsze znajdzie się ktoś, kto podważy tę hipotezę. Niby wszystko już znamy: ekstensywne używanie efektu delay, które pozwala na tworzenie konstelacji trzech dźwięków na krzyż przez 15 minut czy standardowe crescendo, czyli od ledwo słyszalnych rejestrów gitarowych do huku wysadzającego głośniki. Ta klasyczna formuła zdążyła już nieco wyblaknąć, ponieważ oprócz licznych klonów powtarzających wciąż te same taktyki, znajdą się perełki chcące wyskoczyć troszkę przed szereg. Wtedy to warto zastanowić się, jak to z tym post-rockiem jest. A przedmiotem dzisiejszych badań jest And So I Watch You From Afar.

Każdy głupi może kupić sobie teraz delay, zbudować drone’owe riffy i tworzyć niemiłosiernie-olaboga-super długie utwory pełne tych samych fraz. Inaczej sprawa się ma, kiedy muzycy tworzą utwory nie używając praktycznie tego efektu. Co w tym momencie? Nie jest to prawdziwy post-rock, tylko coś zupełnie innego? Według klasycznej (a właściwie spaczonej przez lata) definicji jest to jakieś zaniedbanie, bo przecież takty powinny być długie, napięcie powinno wzrastać aż do długo wyczekiwanego klimaksu. A And So I Watch You From Afar już po raz kolejny pokazuje środkowy palec w stronę skostniałego rynku post-rocka i zaskakuje swoją niebywałą melodyką, skocznością, math-rockowym zacięciem i genialną motoryką. Innymi słowy, robią słuchaczowi dobrze, nawet bez delay’a.

Może przepisem na sukces, jeśli chodzi o And So I Watch You From Afar, jest fakt, że zrezygnowali oni z klasycznego podejścia do post-rocka. To nie są kolesie, którzy trzymają się sztywnych, sztucznych zasad tego, jak powinni grać muzykę instrumentalną zwaną przez złośliwych soundtrackiem do umierania, tylko znaleźli własną drogę. Może dlatego wkradli się niepozornie do mainstreamowego salonu, może dlatego zagrali jako support Them Crooked Vultures na ich europejskiej trasie, może dlatego król brytyjskiego indie z radia – Zane Lowe ich uwielbia.

Jedno jest pewne, odpowiedź znają tylko muzycy z ASIWYFA. “Gangs” składa się z typowych dla zespołu muzycznych połamańców, pełnych przeróżnych przeskoków w melodiach, często bez jednolitego motywu prowadzącego. Ciągłe zmiany dynamiki, melodie pełne efektownych i płynnych przejść między jednym a drugim fragmentem danej kompozycji , wszystko okraszone solidną dawką charczących gitar. Muzycznie jest to bardziej zbliżone do ostatnich EPek typu “The Letters” niż debiutanckiego albumu, ale przez to wyraźnie widać ewolucję, jaką grupa podąża. “7 Billion People All Alive at Once” z sielankową melodią i świetnymi chórkami , “Search:Party:Animal” ze zwierzęcym, dzikim riffem prowadzącym czy dwuczęściowa sonata “Homes…” z pełnym spektrum emocji – od potężnego smutku przy charczących, ciężkich riffach do czystego szczęścia w wielkim finale.

And So I Watch You From Afar na “Gangs” daje upust swoim marzeniom o byciu gwiazdami rocka. Nawet bez tekstów przekazują głębię swojej muzyki, dając słuchaczom to, co jest w niej najważniejsze – emocje i uczucia, które aż gotują się wewnątrz tych zwariowanych kompozycji szalonych Irlandczyków. A co najważniejsze, oni zaczynają i (miejmy nadzieję) nigdy nie skończą.

Kuba Serafin

*Album do przesłuchania tutaj.