Archive – “Axiom”

Archive -  “Axiom”
Dangervisit Records/2014

Muzyka z gier komputerowych.

Chociaż etykieta, jaką im przyklejono głosi “trip hop”, styl Archive nie ma nic wspólnego z repertuarem takich zespołów, jak Morcheeba czy Portishead. Ich piosenki są bardziej naładowane elektroniką, a zespół zwyczajnie podąża swoim torem. Na dowód tego powstał “Axiom” – dziwne połączenie muzyki kościelnej z soundtrackiem do gier komputerowych RGB z lat dziewięćdziesiątych.

Wiele zależy od tego, jak płyta się zaczyna. Często wybór pada na przebojowe i chwytliwe kawałki, a w przypadku wyciszonych artystów, te najbardziej melodyjne, które dobrze nastrajają i wprowadzają w kolejne pozycje na albumie. Na “Axiom” wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Pierwszy utwór, czyli “Distorted Angels”, byłby idealny na zakończenie płyty. Wokal na wierzchu, miejscami a capella z delikatnie zarysowaną melodią. Słuchacz odnosi wrażenie, że zaraz się zacznie, zaraz coś wybuchnie, nabierze tempa, ale jest odwrotnie.

Z następną piosenką płyta gaśnie jeszcze bardziej. Dziesięciominutowy utwór tytułowy wydaje się nie mieć ani początku, ani końca, ponieważ rozpoczyna się ciszą, która zakończyła “Distorted Angels” i przebijającymi się z oddali, dzwonami kościelnymi.

To, co stanowi element spajający dla całej płyty, to atmosfera czarnych chmur, które wiszą nad każdym z utworów. Jeden z założycieli grupy, Darius Keeler, twierdzi, że w porównaniu do zeszłych płyt Archive, na “Axiom” prawie wszystkie piosenki mówią o miłości. Na pewno nie jest to skoczna i hulaszcza miłość, ale raczej dojrzałe, poważne i przemyślane uczucie.

Ogromnym walorem tej płyty są wielobarwne, zróżnicowane wokale. Może to dlatego, że w zespole Archive, aż pięciu muzyków użycza swoich głosów. Wspomniane “Distorted Angels”, które przechodzi od uładzonego, boysbandowego zaśpiewu, by zamknąć prawie dramatycznym, pazurem. Bogactwa repertuarowi dodaje również bardzo ładny i mroczny głos Holy Martin (m.in. “Trasmission Data”), która dołączyła do zespołu przed kilkoma laty.

Opinie na temat “Axiom” są tak podzielone, jak zmienna i poszatkowana jest sama płyta. Weźmy chociaż przywołane przed chwilą “Trasmission Data”, utwór, który w połowie przechodzi metamorfozę. Zaczyna się od delikatnie jazzującej perkusji i bardzo irytującego filtru nałożonego na wokal, który odstręcza, nudzi i męczy, by prawie na sam koniec zmienić wokalistę, podkreślić jazzujące elementy i przerodzić się w coś o wiele bardziej strawnego.

Między ciszą a ciszą “Axiom” skrywa kilka magicznych, romantycznych i kuszących momentów. Jednak cała płyta bywa nieprzystępna, czasem nawet ciężka. Przykładem może być choćby “The Noise of Flames Crushing”, który naprawdę oddaje odgłosy płomieni, co jest tak samo zaletą, jak i wadą tej piosenki. Płyta, jak zresztą inne dokonania Archive, trafi raczej do niewielkiej grupki słuchaczy, tej, która lubi chodzić pokrętnymi drogami.

Weronika Makowska