Artur Rojek – “Składam się z ciągłych powtórzeń”

Artur Rojek – “Składam się z ciągłych powtórzeń”
Kayax/2014

Wcale nie składa się z ciągłych powtórzeń.

Najlepszym potwierdzeniem tego, że jest to jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich płyt od lat może być fakt, że singlowa “Beksa” już jedenasty tydzień utrzymuje się w topie Listy Przebojów Trójki. Do tego robi to z przewagą miejsca pierwszego i nie może być tu mowy o przypadku. Wspominam o tym nie bez powodu, gdyż po pojawieniu się singla w mediach zawrzało. Opinie dotyczące muzyki trafiły na przeciwne bieguny. Jedni byli zachwyceni przebojowością i odsłoną kolejnej twarzy byłego lidera Myslovitz. Drudzy byli rozczarowani muzyczną popowością. No bo przecież jak to tak? Ktoś, kto przez lata współtworzył jeden z najważniejszych rockowych polskich zespołów, a następnie zajął się organizacją OFF Festivalu, jednego z najbardziej wyszukanych muzycznie festiwali w Europie, nagrał płytę stosunkowo łatwą i przyjemną? Najwidoczniej dla niektórych jest to jawny policzek. Ale jest to chyba nasza polska mentalność. Sukces muzyczny w parze z komercyjnym nie może być gładko przyjęty.

Wokalista Rojek trochę się zmienił, ale mimo wszystko nie aż tak, aby robić z tego powodu jakiekolwiek wymówki. Płyta ma charakter nostalgiczny, więc i w taki ton, z lekko neurotycznym zabarwieniem, wpada. Emocje grają na albumie pierwsze skrzypce, a Rojek potrafi nimi operować jak mało kto. Wokalnie lawiruje między niemalże melorecytacją a ekspresyjnymi krzykami (“Kot i Pelikan” czy “Beksa”). Największe zmiany i innowacje przeszła natomiast sama muzyka. Stała się ona bardziej popowa. Brzmieniem kłania się częściej w stronę synth-popowych klimatów. Raz szybciej (“Krótkie momenty skupienia” czy “To co będzie”), raz wolniej i bardziej ambientowo (“Kokon”). Co trzeba zaznaczyć, płyta jest naprawdę świetnie wyprodukowana i nie ma się do czego w tej kwestii przyczepić.

“Składam się z ciągłych powtórzeń” jest naprawdę dobrym albumem i bez obaw można prorokować mu obecność w zestawieniach podsumowujących rok. Do czego można się obiektywnie przyczepić? Może do zbyt dużych kontrastów między przaśną elektroniką a tymi neurotycznymi tekstami. Ale może to też jest jakaś polska przypadłość – strach przed przekraczaniem granic?

Tomasz Milewski

POSŁUCHAJ “SKŁADAM SIĘ Z CIĄGŁYCH POWTÓRZEŃ” >>