Relacjeprzemek

Audioriver 2014: relacja z festiwalu

Relacjeprzemek

Audioriver 2014: relacja z festiwalu
25-26.07.2014/Płock

Deszczowy, energiczny, wyprzedany Płock.

Starsze pokolenie, miłośnicy muzyki cygańskiej mogli narzekać, że na tegorocznym festiwalu Romane Dyesa w Gorzowie troszkę popadało. W Augustowie też nie lepiej – na Rockwater Festival Serwy nieźle lunęło. Organizatorzy tegorocznego Audioriver też spoglądali w niebo, zresztą słusznie – bo wydawać się mogło, że pierwszy dzień imprezy nie nastrajał pozytywnie, dodatkowo byli zmuszeni odwołać występy Audio i Loco Dice ( To jest to uczucie kiedy psuje się twój własny samolot). Trzy ulewy, przerwanie występu na Last.fm Hybrid Tent, ewakuacje – to nic w porównywaniu do postawy jaką przyjęli uczestnicy. Ci stanęli na wysokości zadania, pomimo tego, że musieli znosić krople “z wysokości”, obyło się bez odwrotu, a do ostatniego skrawka suchego materiału. Na Audio pojawiłem się po raz pierwszy i nie przejmowałem się kompletnie brakiem miejsca pod festiwalowym parasolem.

Audioriver zakończył się wyprzedażą wszystkich biletów, a bawiło się na nim łącznie 25 tysięcy fanów każdego dnia. Świetna lokalizacja obiektów, wielu wolontariuszy, którzy służyli pomocą, międzynarodowa atmosfera – już z samego dworca PKP, kiedy musiałem wyciągnąć dłoń w stronę tych, którzy przybyli tutaj z zagranicy. Moje pierwsze zderzenie z Płockim festiwalem, dało mi do zrozumienia, że nie mam do czynienia z produktem lokalnym, krajowym, ale z wydarzeniem, które już niedługo może stać się naszym znakiem firmowym. Dla słuchaczy, którzy nie mieli dotychczas wiele wspólnego z alternatywnym, elektronicznym brzmieniem (tak, tak – ja do nich też należę), było wielką uciechą spoglądanie na tegoroczny program, z którego wyłowiłem parę najważniejszych dla mnie weekendowych wydarzeń.

Pierwszym ważnym wydarzeniem było dla mnie pojawienie się na scenie polskiego duetu nu jazzowego Skalpel (21:00-22:00 Main Stage). Publiczność wyczekiwała ich tak usilnie jak na najnowszy producencki materiał, który ukazał się kilka miesięcy temu dopiero po dziesięciu latach. Dostaliśmy to jednak do czego nas przyzwyczaili już wcześniej – sampling i jazz, wibrafon, perkusja, syntetyczne bazy, dzwonki, smyczki – w skrócie muzyczny konserwatyzm zespołu. Fanem polskiego zespołu jest także Derek Vincent Smith, ukrywający się pod pseudonimem Pretty Lights, który zdążył nam powiedzieć to w wywiadzie, który ukaże się niebawem. Amerykanin rozgrzewał publiczność jakoby w punkcie kulminacyjnym gorszej pogody, pozostawił na scenie resztki sił, a pod sceną to dopiero było urwanie chmury! Na żadnym innym koncercie nie zauważyłem tak wielkiego wysiłku ze strony artysty i za to należą mu się słowa pochwały. To co chwyta w Dereku najbardziej to właśnie charyzma i świetny kontakt z publicznością. Chcecie historii? Jeden z polskich fanów napisał na oficjalnym profilu Pretty Lights, że kocha jego muzykę, ale niestety nie ma wystarczająco pieniędzy, aby móc się pojawić na Audioriver, nie wygrał też biletu w jego konkursie. Derek odpisuje, że jest wielce podekscytowany i postanawia mu podarować wejściówkę. Szok!

Jeszcze wcześniej wszyscy ludzie zgromadzeni na plaży/wzgórzu wyczekiwali występu duńskiego producenta Trentemollera, który dał nam doskonałą lekcję w jaki sposób połączyć elektronikę z rockiem alternatywnym, nawiązując jeszcze do skandynawskiej melancholii. Było transowo, psychodelicznie i mrocznie. Pomimo tego, że Anders miał pewne problemy techniczne z jedną z klawiatur napisał: Fuck that!! You were such a lovely crowd!!. Słowa te doskonale ukazują festiwalową atmosferę, która stale utrzymywana była w rosnącym napięciu, niczym oczekiwaniu na wybuch! Dla nieobecnych – Trentemoller wystąpi w Polsce jeszcze na FreeFormFestival 2014. Muzycznym wydarzeniem dnia w Circus Tent był dla mnie  występ Niny Kraviz, która według wielu słuchaczy wycisnęła ostatnie soki w trakcie występu. Cyrk zniszczony już po godzinie 01:00 przez syberyjskie emocje!

Sobotę warto było przywitać w rytmie muzyki granej na płockim Starym Rynku oraz udać się na Targi Muzyczne. Przy zalewie Sobótka trwała także pierwsza edycja Audioriver Fashion Day. Wieczorem na pierwszy rzut koncert Bokka, który przekonał się, że Płock ma niesamowity klimat. Wielu się ze mną zgodzi, że “K&B” zagrany na koniec był jednym z najważniejszych momentów. I choć wcześniej ich nie doceniałem, przekonałem się, że warto poczekać do Taurona. Z relacji wielu uczestników – z ich muzyką spotkali się po raz pierwszy, teraz są dumni, że mamy taką ekipę na rodzimej scenie. Później na scenie pojawiły się tylko największe gwiazdy – przebojowe (choć dla wielu w Płocku “wyjące”) Little Dragon z energicznym r’n'b. Zespół zaprezentował swój najnowszy album, pojawiły się też największe hity. Na ponad godzinę scena Audioriver zamieniła się zarówno w potańcówkę pełną ballad (kołyszące “Killing Me”), jak i miejscem zderzymy się z trip-hopem (świetne w ich wykonaniu “Mirror”).

Występ wieczoru należał dla mnie do niemieckiego duetu Booka Shade. Był to epicki set, kulminacyjny punkt mojego festiwalu. I bierze mnie zdziwienie, że całkiem niedawno myśleli o zakończeniu kariery, kiedy to parę dni temu w Płocku emanowali wielką radością z tworzenia muzyki. Duet na Audio zaprezentował materiał m.in. z najnowszego krążka ”Eve”. Największe tłumy zgromadził Naughty Boy, który niestety bardzo mnie rozczarował, występ był bardzo mierny, tutaj też pojawiły się dwie strony konfliktu. Wielu słuchaczy uważa, że zapraszanie tego typu wykonawców sprawia, że festiwal się komercjalizuje, dla organizatorów to popularyzacja elektroniki. Całe szczęście, że chwilę później w Hybrid Tent grał Brodinski, bo to dopiero była istna petarda! Jako jedna z najpopularniejszych postaci na scenie electro stanął na wysokości zadania.

A jak minął Twój Audioriver?

Mateusz Grzeszczuk
fot. Anna Lenarcik