Awolnation – “Megalithic Symphony”

Awolnation – “Megalithic Symphony”
Red Bull/2011

Pląsu, pląsu, pop i złość.

Lubię jak ktoś łączy nieoczywistości. Choć jest to stąpanie po cienkim lodzie i nigdy nie wiadomo czy będzie to dzieło wiekopomne, czy warte jedynie spalenia i zapomnienia. Nie każdy potrafi umiejętnie połączyć nie tylko dźwięki, ale i style czy emocje. Są na szczęście tacy, którzy mogą. Awolnation na przykład. Nie we wszystkich przypadkach, ale i tak jest to płyta warta uwagi.

Całe “Megalithic Symphony” składa się z sinusoidalnych popowo-pseudorockowych (bo trudno tu mówić o rocku sensu stricte) kawałków. Dominują syntezatory, choć często zespól porywa się na rockowe porywy tymi środkami, którymi dysponuje. A dysponuje syntezatorami. I na przykład  “Burn It Down” ma nam udowodnić, że Elvis żyje! Co prawda brzmi młodziej, ale te pokrzykiwania są na pewno jego. W tej piosence śpiewa chyba z Jamesem Hetfieldem. Połączenie gitar i pierdzących syntezatorów z gitarowym automatem stoi tu już na graniczy kiczu, ale może się spodobać. Nie powinno już natomiast “Guilty Fithy”, “Soul Wars” czy “Knights of Shame”. To od razu można przeskoczyć albo wyrzucić z playlisty.

Ale już na przykład “People” jest czystym tanecznym, słodkim popem z ciekawym wokalem, chwytliwym refrenem i łatwo wyklaskiwalnym rytmem. Do tego elviskowskie uuuuuuu i inne werbalne okrzyki. Podobnie, jak “Kill Your Heroes” – zmasterowany głos, radosny i prosty refren to przecież wszystko, czego latem potrzeba.

Kolejne ciekawe połączenie to singlowy “Sail”. Tym razem chodzi o połączenie szarpanych smyczków z pierdzącym syntezatorem. Do tego chórki i krzyk zamiast śpiewu. Bardzo chwytliwy kawałek, bardzo szybko wpada w ucho i – uwaga – uzależnia. Wcześniejszy singiel – “Not Your Fault” – piosenka do biegania. Może dlatego i teledysk jest właśnie na bieganiu oparty. Kawałek wypełniony syntezatorami, efektami, pogłosami i chórkami. W sumie mało kiedy lubię, żeby utwór (a właściwie w tym przypadku cała płyta) został wykrzyczany. Ale Aaron Bruno krzyczy całkiem ok.

Warto jeszcze wspomnieć o “Wake Up” – jeśli przetrwacie ten tandetny początek niczym pioseneczki z radia Eska, uderzy Was spora dawka porządnej muzyki, która w refrenie zmienia się w słodki pop. Fajne. No, poza tym początkiem.

Ponadto, “Megalithic Symphony” warta jest uwagi dlatego, że nadaje się idealnie na lato. Rok temu mniej więcej o tej porze recenzowałam Foster the People – zapowiadałam, że powinno stać się to hitem wakacji. Może czas na Awolnation? Tym bardziej, że po występie na Coachelli, można ich będzie zobaczyć jeszcze bardziej na żywo – na warszawskich Ursynaliach.

Maria Grudowska