Baasch – “Corridors”

Baasch – “Corridors”
Nextpop/2015

Dojrzały debiut.

Chcąc zrozumieć fenomen płyty “Corridors” należałoby cofnąć się do roku 2013. To właśnie wtedy, za sprawą EP-ki “Simple Dark Romantic Songs” oraz fenomenalnej ścieżki dźwiękowej do filmu “Płynące wieżowce”, polscy odbiorcy po raz pierwszy mieli okazję zetknąć się z solową twórczością Bartka Schmidta – warszawskiego artysty, kompozytora i producenta występującego pod pseudonimem Baasch. Dwa dzieła i dwa całkowicie przeciwstawne sobie światy, pozytywna energia i melancholijny spokój – tak kontrastowe połączenie musiało pozostawić ślad na dalszej twórczości młodego muzyka.

Kiedy 2 marca 2015 roku, po dwóch latach intensywnej pracy, brzmieniowych eksperymentów i rewolucji w życiu prywatnym, Baasch wydał na świat swój debiutancki album “Corridors”, o wątpliwościach nie było już mowy. Ta płyta powstawała w momencie, (…) w którym czułem, że jestem w jakimś korytarzu. I muzycznie, i życiowo – tymi słowami Schmidt objaśnia w wywiadach tytuł i tło powstawania płyty. Pierwotnie wydawnictwo miało zresztą nosić nazwę “Limbo”. Nawiązując do miejsca, w którym wszystko znajduje się w stanie przejściowego zawieszenia, Baasch dał czytelny komunikat, iż płyta ta stanowi most łączący jego dotychczasowy dorobek artystyczny z nowym, choć może jeszcze nie do końca sprecyzowanym kierunkiem.

I faktycznie, już od pierwszych dźwięków otwierającego płytę utworu “Parachute” możemy być pewni, że mamy do czynienia z nowym-starym obliczem Baascha. Album przepełnia niegdysiejsza energia, towarzyszy jej już jednak większa doza refleksji i samoświadomości. Warstwa liryczna jest głębsza, brzmienie bardziej przemyślane, głos – dojrzalszy. Owszem, zdarzają się również momenty, kiedy wybrany motyw zdaje się trwać odrobinę za długo, a wokal niepokojąco zaczyna brzmieć jak kalka z Dave’a Gahana, mankamenty te giną jednak w natłoku pozytywnych bodźców.

To, czego na pewno nie można płycie zarzucić, to brak różnorodności. Synth-popowy trzon, trzymający w ryzach cały materiał, co kawałek uzupełniany jest o nowe brzmienia – czasem bardziej taneczne (“Clear”), czasem wpadające w lekki chillout (rewelacyjna ballada “Underground Together”), kiedy indziej pulsujące drapieżną elektroniką. Debiutancki album Baascha obfituje w smaczki – i te oczywiste (tytułowy “Corridors”, przywodzący na myśl męski odpowiednik Fever Ray; intrygujący “Several Gods” z mocnymi, chropowatymi basami i zmiksowanymi przejściami, czy też wspomniany uprzednio, lekko transowy “Parachute”), jak i te, do których przekonywać się trzeba odrobinę dłużej.

Na specjalną uwagę zasługuje tutaj utwór “Crowded Love”, który Baasch wykonał wspólnie z wokalistką zespołu BOKKA. Decyzja tego zadeklarowanego indywidualisty o nawiązaniu kolaboracji z innym artystą była zarazem sporym zaskoczeniem, jak i zapowiedzią kierunku, w jakim być może już wkrótce podąży Schmidt. Jak sam przyznaje w wywiadach, praca nad płytą “Corridors” skłoniła go do myślenia o podjęciu w przyszłości bardziej kolektywnego działania. Kto wie, może niebawem to właśnie w tę stronę zaprowadzą Baascha jego korytarze?

Dorota Szubska