Relacjeprzemek

Ballady i Romanse oraz Łąki Łan w Wytwórni

Relacjeprzemek

Ballady i Romanse oraz Łąki Łan w Wytwórni
Łódź, Klub Wytwórnia/ 14.12.2012 r.

Zagrały dwa zespoły: jeden smutny, a drugi wesoły.

Z okazji VI edycji Festiwalu Puls Literatury w łódzkiej Wytwórni zagrały Ballady i Romanse oraz Łąki Łan. Grupy, których występy w dość specyficzny sposób nawiązują do hasła przewodniego tegorocznego Festiwalu – niebezpiecznych związków. Ballady wchodzą w niebezpieczny związek z dekadencją, negacją i depresyjnymi klimatami, na przykładzie zespołu Łąki Łan natomiast można pisać rozprawy o relacjach muzyki i performance’u.

Postawienie obok siebie na jednej scenie, podczas jednego wieczoru zespołów o tak odmiennej stylistyce może wydawać się wariactwem, jednak było to wariactwo uzasadnione. Grupy doskonale uzupełniały się stylistycznie i brzmieniowo, a dodatkowo publiczność mogła przekonać się, co na polskiej scenie muzycznej piszczy, jakie trendy spotykają się z największym uznaniem i jak szerokie spektrum muzycznych doznań najwyższej jakości oferują nam rodzime grupy. Publiczność mogła posłuchać kawałków z płyty  ”Zapomnij” Ballad i Romansów, kompozycji wyrafinowanych, spokojnych, z tekstami może nie próbującymi rościć sobie pretensji do bycia antydepresantami, ale zdecydowanie ciekawymi i prezentującymi się oryginalnie na tle słodkich, lukrowanych kawałków o tym, że życie jest piękne. Siostry Wrońskie śpiewają o tym, że “Życie jest do niczego” i są w tym bardzo przekonujące i prawdziwe.

Dla tych, których samo słuchanie i patrzenie nudzi, z pomocą przyszedł Łąki Łan i ich skoczne kompozycje. W tym przypadku teksty (np. do utworu “Big Baton”) nie grają już tak wielkiej roli, miłośnicy ich funkowo-punkowo-disco-boogie brzmienia mogli skoncentrować się na tańcach i hulankach. Koncert dał im też możliwość wysłuchania na żywo utworów z jeszcze ciepłego, nowego wydawnictwa – “Armandy”. Zarówno koncertem, jak i nowymi kawałkami wszyscy fani radosnego grania powinni być usatysfakcjonowani. I z pewnością wybaczyli grupie nawet godzinne spóźnienie.

Sandra Kmieciak