Barbara Panther – “Empire EP”

barbara-panther-empire.jpg Barbara Panther – “Empire EP”

City Slang / 2010

To być może jedna z tych zaległości, której w przyszłości moglibyśmy bardzo żałować. EP została wydana jedynie w Niemczech, lecz zaledwie kilka miesięcy po wrześniowej premierze spodziewany jest debiutancki album o większym zasięgu.

Barbara Panther urodziła się w Rwandzie i dorastała w Belgii. Pięć lat przed nagraniem “Empire EP” przeniosła się do Berlina, gdzie wychwycił ją City Slang. Odpowiedni wydawca na początek kariery. Producentem został natomiast Matthew Herbert znany szerszej publiczności m.in. dzięki współpracy z Róisín Murphy. Teoretycznie miała więc wokalistka optymalne warunki pracy. Co się z tego wykluło? Stylistyczny amalgamat. Wymieszanie folkowych elementów z elektroniką, nieprzystępności z muzyką pop. Pełno tutaj barokowego przepychu.

Porównuje się ją do takich gwiazd jak Björk czy Grace Jones. Sposobem akcentowania przypomina momentami Karin Dreijer Andersson (The Knife, Fever Ray). Muzycznych odwołań jest znacznie więcej z powodu skondensowanej treści. Na pierwszych koncertach pojawiły się w arsenale instrumenty smyczkowe i trąbka. Dodając do tego elektroniczne podłoże otrzymujemy eklektyczny obraz. Promując minialbum supportowała Caribou. Niewątpliwie drzwi do udanej kariery stoją otworem, byleby tylko nie zaczęła intensywniej wierzyć w magię. Mówiąc o inspiracjach podaje wszechświat, wodę i księżyc, ich wzajemne zależności. Jeden z czterech utworów zgromadzonych na tym wydawnictwie nosi tytuł “Voodoo”, co zresztą z uwagi na miejsce narodzin nie powinno tak bardzo dziwić. Warto poświęcić kilkanaście minut, by wyrobić sobie zdanie na temat kobiety, której twórczość przesiąknięta jest tym od wieków fascynującym i zwodniczym mistycyzmem.

Łukasz Stasiełowicz