Beneficjenci Splendoru – “Tęczy Wybielacz”

Beneficjenci Splendoru – “Tęczy Wybielacz”
Sony Music/2011

Brudne wybielanie w wielkim stylu.

Inteligentny ironista jak przystało na dziennikarza, ale przede wszystkim muzyk o nieprzeciętnych pomysłach, wokalista, kompozytor i realizator dźwięku, a zwłaszcza autor niebanalnych tekstów z socjologicznym zacięciem. Tak w pigułce można scharakteryzować twórcę jednoosobowego projektu Beneficjenci Splendoru – Marcina Staniszewskiego. W 2009 roku wydał świetnie przyjęty debiut “Trendywaty chłopiec” zaskakując i fascynując pełnymi samokrytycyzmu i dystansu do otoczenia piosenkami, a także faktem, że całą muzykę stworzył przy pomocy komputera. Geniusz? Może to trochę na wyrost, jednak teraz na sklepowe półki trafił drugi jego album, “Tęczy Wybielacz”, gdzie tylko potwierdza swój nietuzinkowy kunszt i wyobraźnię.

Sam tytuł sugeruje, że tym razem będzie to dużo łagodniejsze wydawnictwo, wybielone, niemal wyprane z szermierki słownej. Nic bardziej mylnego i już tytułowy  singiel w połączeniu ze świetnie przemyślanym klipem to udowadnia. Sam muzyk twierdzi, że chciał odreagować sterylność brzmienia i szkolny wydźwiękiem debiutu, więc powstał tym razem raczej mroczny, a nawet niepokojący album. Kojarzący się z miejskim brudem, opowiada właśnie miejskie historie – ludzi, których bardzo łatwo minąć na ulicy, w mieszkaniu czy w jakimś publicznym budynku. Jest zatem outsider za wszelką cenę unikający kontaktu z innymi (“Człowiek bez awatara”), klasowy błazen (“Klasowy klaun”), znów “Trendywaty chłopiec” wciąż niemogący znaleźć swojego stylu, a nawet szkolna miłość, “Winnie Cooper”. Staniszewski nie oszczędza nikogo, z przymrużonym okiem nadal obserwuje to, co się naokoło dzieje. Każda piosenka to kolejny strzał w społeczeństwo, trochę bolesny, trochę sarkastyczny. Nie jest jednak żadnym rozliczeniem, Beneficjenci Splendoru to nie moralizator, a obserwator. W tekstach znowu wychodzi dziennikarska, a właściwie socjologiczna twarz muzyka, który jednocześnie ma niesamowitą frajdę bawiąc się dźwiękami. To, że są to dźwięki na wysokim poziomie, świadczy jedynie o tym, że Staniszewski traktuje poważnie to, co robi.

Warstwa muzyczna drugiego albumu jest bardziej rozwinięta, doszły gitary prowadzące i basowe, perkusja, pojawiło się więcej efektów, szersze wykorzystanie elektronicznych instrumentów klawiszowych. Piosenki stały się dojrzalsze, z radością można szukać w nich wielu inspiracji, jak choćby jazzowych w “Winnie Cooper”. Muzyka Beneficjentów Splendoru nie pretenduje i nie chce pretendować do miana dobrej na jazdę samochodem. To przemyślane, krótkie felietony, opatrzone po prostu w melodię. Ich oryginalność i fantazja mocno imponuje. Warto się w nie wsłuchać, tak jak Marcin Staniszewski wsłuchiwał się w Warszawę.

Monika Pomijan

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym albumu.