Björk – “Vulnicura”

Björk – “Vulnicura”
One Little Indian/2015

50 twarzy Björk.

Miłość jest jedną z trzech cnót boskich. O jej zaletach możemy poczytać m.in. w pierwszym liście św. Pawła do Koryntian (zainteresowanych odsyłam do Biblii). Jednak to uczucie ma także swoje wady. Ciemne strony miłości poznała Björk, a najnowsze dzieło islandzkiej artystki – “Vulnicura” – o nich nam opowie.

Nowy materiał miał pojawić się w marcu, jednak niespodziewanie nagrania wyciekły do internetu, w efekcie czego Björk udostępniła swój album wcześniej niż to było planowane. “Vulnicura” jest dziewiątą studyjna płytą w jej dorobku. Główną inspiracją był koniec związku z wieloletnim partnerem (Matthew Barney), co słychać w każdej sekundzie i w każdym dźwięku.

W utworze “Black Lake” artystka wyznaje: My soul torn apart, my spirit is broken (…) i zadaje pytanie: Did I love you too much?, w “Quicksand” stwierdza: When I’m broken, I am whole (…), a w “Notget” oznajmia: We carry the same wound, but have different cures (…). Bez wątpienia warstwa liryczna jest mocno przesiąknięta emocjami. Kompozycje mają bardzo wyraźne tło utkane z osobistych doświadczeń. Muzyka jest równie niepokojąca co teksty. Dramaturgia i napięcie wyrażone smyczkami (“Notget”), taneczne nuty w stylu R&B (“Atom Dance” z udziałem Antony’ego Hegarty’ego z Antony and the Johnsons), przestrzenna melancholia w “Stonemilker” czy archaiczne akordy perkusji w “Quicksand”. Nie bez znaczenia jest wsparcie ze strony nowych producentów (Arca i The Haxan Cloak). Ten pierwszy ma na swoim koncie m.in. współpracę z FKA twigs (“EP2″) i Kanye Westem (“Yeezus”), z kolei drugi specjalizuje się w mrocznych, ambientowych rytmach. Na uwagę zasługuje również fakt, że wokal jest ograniczony, oszczędny – Björk nie śpiewa, tylko raczej frazuje.

“Vulnicura” przypomina przeszłość – odniesienia do miłości, smyczki  i brzmienia z “Vespertine” (2001) i “Homogenic” (1997). Z tą różnicą, że poprzednie wydawnictwa nie niosły ze sobą aż tak potężnego ładunku emocjonalnego. Nie było tyle goryczy, rozpaczy i tylu wzruszeń. Stylistyczna karuzela, zmiany aranżacji, brak typowych melodii, ponury klimat, wokal na pograniczu melorecytacji – to kwestie, które mogą przeszkadzać i męczyć. Niemniej jednak płyta pokazuje inne, nieznane dotąd oblicze Björk. O ile wcześniejsze dokonania prezentowały 50 różnych, zaskakujących (np. “Volta” – 2007), skomplikowanych (np. “Biophilia” – 2011 czy “Medulla” – 2004) i wielobarwnych twarzy islandzkiej wokalistki, tak tym razem poznajemy tę jedną, ale za to szczerą, dojrzałą i… prawdziwą!

Aneta Wieczorek