Blisko Pola – “Odkąd odpływamy ogień ogromny ogród”

Blisko Pola – “Odkąd odpływamy ogień ogromny ogród”
wyd. własne/2013

Abstrakcyjna aliteracja awangardy.

By zrozumieć muzykę wystarczy poznać dziesięć albumów… By znaleźć te dziesięć, trzeba wpierw przesłuchać tysiące. Zespół Blisko Pola drugą płytą proponuje słuchaczowi zagadkę złożoną z trzynastu utworów. Krążek, który z jednej strony intryguje i ciekawi, z drugiej razi niespójnością. Nowego albumu grupy Blisko Pola nie wolno próbować zrozumieć.

W skład zespołu, który powstał w 2008 roku wchodzi altowiolistka Ewa Kozioł, grający na klarnecie i syntezatorze Paweł Cieślak, bębniarz Piotr Gwadera oraz wokalista i gitarzysta Piotr Kwietniewski. W 2009 roku formacja wydała debiutancką płytę “Blisko Pola” (recenzja) i ruszyła w trasę koncertową.

“Odkąd odpływamy ogień ogromny ogród” to jeden z najdziwniejszych polskich tworów ostatnich miesięcy. Lirycznie płyta jest kosmosem. Teksty piosenek mają prawdopodobnie drugie, a może nawet trzecie dno, którego jednak nie sposób odnaleźć. Abstrakcyjność wersów przyciągnie tylko jednostki. W trzech utworach zatytułowanych: “Od A do D”, “Od E do N” i “Od O do Z” zastosowano zabieg aliteracji. Kwietniewski recytuje na tle monotonnych dźwięków kolejne wyrazy. Eksperyment sprawia wrażenie typowej zapchajdziury. Nie wnosi niczego interesującego.

Muzycznie nie ma fajerwerków. Aranże są tłem dla poezji. W otwierającym płytę numerze “Oto flota” słyszymy nieśmiałe bębny, grzechotki i altówkę. “Omijam” skłania się w kierunku psychodelicznych klimatów. “Echoelementy” to najlepszy kawałek na płycie. Spokojna gitara przyjemnie kołysze, odpręża, klarnet dodaje otuchy po pierwszych przytłaczających utworach. “Kantryszanty” mają najwięcej energii na krążku, “Monotoniczność” jest wokalną i brzmieniową porażką. Znów sporo recytowania, które nijak ma się do dźwięków zapadających w pamięć jak pierwsza kanałówka.

Album “Odkąd odpływamy ogień ogromny ogród” to absolutna nisza, propozycja dla psychofanów alternatywnego folku. Warstwa liryczna trzymająca poziom polskiej szkoły kręcenia komedii romantycznych przykuwa się do kostki i ciągnie na samo dno. Pokręcone dźwięki zadowolą jedynie równie pokręconych słuchaczy. Niestety, o drugiej płycie Blisko Pola zapomina się już w trakcie pierwszego odsłuchu. Zmarnowany potencjał.

Mateusz Królik