Relacjeprzemek

Bóg nadal w kosmosie

Relacjeprzemek

Bóg nadal w kosmosie
Kraków/18.04.2014

Relacja z koncertu God Is an Astronaut w klubie Fabryka.

Koncert w krakowskim klubie Fabryka, usytuowanym na ulicy Zabłocie, w okolicy dosyć fascynującej ze względu na lekko industrialny charakter, zaczął się, o dziwo, punktualnie. Pierwsi na scenie pojawili się panowie z Krakowa – trio pod nazwą Overcolored. Grają bardzo przyjemny post-rock. Brzmi to trochę jak z generatora post-rocka – jakby przenieść się w czasie w okolice połowy pierwszej dekady naszego wieku, w erę szczytu popularności tego gatunku. Co nie znaczy, że jest to niedobre – wręcz przeciwnie, rasowy post-rock na bardzo przyzwoitym poziomie. Brakowało mi jakiegoś wyróżnika, który sprawiłby, że cokolwiek z tego energetycznego, gitarowego grania stawałoby się zapamiętywalne, ale że to mój ulubiony gatunek muzyki, support oglądało się bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, że panowie postarali się o wciągające wizuale – może nawet zbyt wciągające, bo często skutecznie odwracały uwagę od muzyki – a to walące się budynki, a to kwiatki w tajmlapsie, a to “Podróż na Księżyc” Meliesa, a to “Ptaki” Hitchcocka. Same kawałki były, jak wspomniałam, eleganckie, aczkolwiek dziwnie rwane – czasem zaczynały się jakby od środka, czasem kończyły dość niespodziewanie. No i 40 minut to trochę długo jak na występ rozgrzewający…

Irlandczycy wyszli na scenę po dwudziestej, odziani w czerń, przysłonięci długimi włosami. Grali głośno jak przed laty, umiejętnie dobierając materiał. Były piosenki z nowej płyty – wydanej w 2013 “”Origins” – szczególnie dobrze zabrzmiał “Red Moon Lagoon”, który, zagrany na początek bisu, miał wydobyć maksimum energii z publiczności. Sukces tego przedsięwzięcia był umiarkowany, ale nie można za to winić muzyków, którzy na scenie tego wieczoru dawali z siebie wszystko. Było “Echoes” z płyty zatytułowanej po prostu “God Is an Astronaut”. Najwięcej radości starym fanom, do których się zaliczam (przestaliśmy randkować po “Far From Refuge” z 2007) przyniosły kawałki z pierwszych albumów. Ślicznie zabrzmiało “All Is Violent, All Is Bright”, “A Deafening Distance” i “Fire Flies In Empty Skies” z charakterystycznymi klawiszami niczym z gry komputerowej z lat 90, podobnymi do tych z “The End of the Beginning”, które też usłyszeliśmy. Nieco melancholii wprowadziły spokojniejsze “Forever Lost” i “From Dust to the Beyond”. Był też ulubieniec fanów – utwór “Fragile”, dedykowany wszystkim znajdującym się na sali. Bardzo przyjemnie słuchało się tych kosmicznych klasyków, a i nowe utwory Boga są ciekawe, zwłaszcza te wykorzystujące elektroniczne bity, zgrabnie wplecione w te charakterystyczne gitarowe kompozycje z eterycznymi klawiszami i ledwie słyszalnymi wokalami.

Zespół trzyma się dobrze, prosił też, aby głosić słowo znajomym w nadziei na ponowny przyjazd – jeśli post-rock jest jeszcze żywy i ma fanów chętnych na gitarowe odpływanie, to koncert God Is an Astronaut jest jak najbardziej dobrym wyborem na miły wieczór.

Katarzyna Borowiec