Relacjeprzemek

Bonobo w B90

Relacjeprzemek

Bonobo w B90
21.03.2014/Gdańsk

Brakowało tu takiej muzyki.

Klub B90 jeszcze chyba nie widział takich tłumów (wszak to młody klub). Już pół godziny przed supportem można było natrafić na powiększającą się kolejkę do wejścia. Bilety wyprzedane, a zatem miało być ciasno. Nie było. Klub pomieścił wszystkich fanów Bonobo, chociaż można było narzekać na kolejki do szatni, doładowania karty, czy toalety. Ale tutaj przecież liczy się sama muzyka i możliwości odbioru muzyki. A te były w sam raz.

Równo o godzinie 21 na scenę wkroczył niepozorny Pan, stanął za konsoletą i… okazało się, że jego muzyka jest świetnym przedsmakiem dla tego, co szykował dla nas zespół. Werkha, bo tak nazywał się owy niepozorny, na początku bawił się loopowaniem dźwięków gitary, a następnie przeszedł do sedna – świetnego klubowego grania. Dawno nie byłam świadkiem tak ciekawego występu. Afrobeat i elementy nu-jazzu opakowane były w house’owe brzmienie. Muzyk bawił się samplami, funkiem i soulem, a wszystko to z dodatkiem soczystego basu i naprawę niezłych melodii. Usłyszeliśmy m.in. remix “Fester” (Dutch Uncles) i “Bottle Trick“. I szczerze mówiąc studyjne wersje to jakieś 30% tego, co producent potrafi zrobić na żywo. Werkha starał się przekazać słuchaczom trochę energii, ale większość publiki nie poczuła tego vibe’u i nie była zainteresowana podrygiwaniem do klubowych sztosów.

Po godzinie 22 usłyszeliśmy dźwięki utworu “Goodbye” (Apparat i Soap&Skin) – był to znak, że zaraz zacznie się dziać. I tak oto na scenę wyszedł Bonobo i jego zespół. Koncert rozpoczął się od kawałka “Cirrus“. Od tego momentu publiczność nieco się ożywiła. Po dwóch kawałkach na scenę weszła Szjerdene i zaśpiewała utwór “Towers”. Wokalistka była niewątpliwie piękną ozdobą tego występu, a swoim głosem czarowała publiczność.

Zespół grał utwory z “The North Borders” (recenzja), “Black Sands” (recenzja) i “Days to Come”. Niektóre z nich Simon Green grał sam, robiąc cuda z brzmieniem jego najlepszych piosenek. Jeśli Green nie grał sam, to pomagali mu w tym dynamiczny perkusista Jack Baker, klarnecisto-saksofonisto-flecista Mike Lesirge, klawiszowiec Johnny Tomilson i oczywiście gitarzysta – Ewan Wallace. Najciekawsze były te momenty, kiedy wszyscy grali razem. Dopiero wtedy można było poczuć, jaką moc mają tak naprawdę kawałki Brytyjczyka. Jednym z najlepszych momentów koncertu był utwór “Kong”, który został zagrany wręcz fenomenalnie. Muszę także wspomnieć o świetnych przejściach, kiedy Green grał sam. Nagłe wejście “We Could Forever” porwało publiczność do tańca. Blisko dwugodzinne wsłuchiwanie się w magiczną muzykę Bonobo sprawiło, że po wyjściu z klubu świat stał się o wiele bardziej szary niż zawsze.

Nie wiem jak półtoratysięczna publiczność, ale ja na koncercie bawiłam się przednio. Zarówno Werkha, Bonobo z zespołem i klub B90 stanęli na wysokości zadania i przygotowali nam po prostu dobrą imprezę z dawką świetnej muzyki, pięknym oświetleniem i – co bardzo ważne – dobrym nagłośnieniem. A więc nie tylko koncerty rockowe brzmią tu nieźle. Elektronika też daje radę. I oby więcej takich imprez w Gdańsku. Trochę nam tego brakowało.

Ewelina Malinowska

Migawki z koncertu: