Breton – “War Room Stories”

Breton – “War Room Stories”
Cut Tooth/Believe Recordings/2014

Istny festiwal.

Pierwszą płytę zespołu z Londynu można było w miarę łatwo sklasyfikować. Część z osób osłuchana z eksperymentalnymi beatami, samplami i elektroniką mogłaby powiedzieć, że “Other People’s Problems” (2012) to nic szczególnego. Można było pomyśleć, że to niezbyt dobra droga dla początkujących muzyków, jednak teraz, kiedy wydali swój drugi krążek, jestem skłonna stwierdzić, że właśnie tamta droga była odpowiednia.

Debiut Breton był nierówny. Zawierał elementy bardzo ograne, ale znalazły się tam też ciekawe połączenia (np. “Wood and Plastic“). Z “War Room Stories” jest podobnie, a jednak trochę inaczej. To kolejne chaotyczne wydawnictwo zespołu z pewnymi smaczkami, jednak ze zbyt dużą ilością kawałków, gdzie muzycy sami nie wiedzą, jaki efekt chcieliby osiągnąć, w którą stronę pójść. Jest tu po prostu za dużo wszystkiego i za mało dobrego.

Wraz z drugim albumem grupy płyniemy po bardzo różnych wodach. Mamy tu styczność z niemal każdym gatunkiem. Mamy worldbeat i synthpop, hip-hop i house, dubstep i dance, rocka i ambient. Do tego dodajmy przeróżne smyczki, dęciaki i perkusjonalia. I jeszcze melodyjne momenty i przewidywalne wokale. Panowie za bardzo podążali za trendami i wyszła z tego mała karykatura top indie-kawałków z ostatnich lat.

Oczywiście nie można powiedzieć, że “War Room Stories” to zła płyta. Produkcja stoi tu na wysokim poziomie, podobnie jak kilka utworów, które zostają w głowie na dłużej już po pierwszym odsłuchaniu. A do takich należałoby zaliczyć chociażby “Envy“, gdzie słyszymy trochę math-rocka, ale w delikatniejszym wydaniu. Ciekawy jest również utwór “302 Watch Towers” – nieco spokojniejszy, z intrygującym instrumentarium. Mam bardzo mieszane uczucia co do “S Four”, gdzie przekomarzają się ze sobą smyczki, “pierdzący” bas i bębny. Nie wiem, co Panowie chcieli pokazać w utworze “Legs & Arms”. Wszystko to brzmi bardzo kiczowato. Jeśli chodzi o jeden z singli – “Got Well Soon” cóż… dla jednych kawałek ten będzie objawieniem, dla innych – bardzo irytującym momentem. W “National Greed” mamy przykre naleciałości dubstepowe, natomiast przy “Brothers” wieje nudą.

“War Room Stories” jest bardzo tanecznym albumem, który wielu osobom “wpadnie w ucho”. Można powiedzieć, że muzycy chcieli pokazać tu swoje muzyczne aspiracje, które okazały się w większości przesadzone. Ich pierwszy album był prosty, drugi natomiast nafaszerowany jest całą masą dźwięków. A przecież można było skupić się na 2-3 pomysłach i nagrać świetny krążek bez zbędnych otoczek. Wyszedł z tego istny festiwal. A jak powszechnie wiadomo, na festiwalach nie wszystko każdemu się podoba.

Ewelina Malinowska