Cabaret Grey – “Stirring” EP

Cabaret Grey – “Stirring” EP
wyd. własne/2011

Jesteście zmęczeni post-punkiem, który do tego miana pretenduje jedynie z nazwy? Jeśli tak, to czym prędzej zapoznajcie się z Cabaret Grey.

Gdy piszę te słowa, jest jeszcze lato, ale za oknem zgromadziły się ciemne chmury, a o parapet miarowo stukają krople deszczu. To idealna pogoda na muzykę, jaką serwuje Cabaret Grey. Ten pochodzący z Legnicy zespół wydał bowiem własnym sumptem sześcioutworową EP-kę, która bezbłędnie nawiązuje do zakorzenionego w latach osiemdziesiątych mrocznego, gitarowego grania. Na “Stirring” znajdzie się wszystko, co potrzebne każdemu fanowi takiej muzyki – mamy tu bowiem zarówno zimnofalowy chłód, jak i post-punkową motorykę i deathrockowe “pierdolnięcie”. Wszystko uzupełnione przez niski, damski wokal, któremu wcale nie jest daleko do Siouxsie Sioux czy nawet Anji Orthodox z Closterkellera (choć muzycznie jest to, oczywiście, zupełnie inna bajka niż drugi z tych przykładów). Całość uzupełniona jest przez równie ważną dla legnickich muzyków otoczkę estetyczną, która doskonale współgra z warstwą muzyczną. Dla mnie “Stirring” posiada jedną z lepszych okładek tego roku, dowodzi też, że i własnym sumptem można oryginalnie wydać album – jeśli uda Wam się go zdobyć, będziecie wiedzieć o co chodzi.

Piszący te słowa przez dosyć długi czas czas nie miał zbyt wielu kontaktów z takim graniem, ale dzięki debiutowi Cabaret Grey jego miłość do gotyckiego pankroka (cokolwiek to określenie może obecnie znaczyć) odżyła na nowo. Powrót tej miłości jest tym bardziej satysfakcjonujący, że “Stirring” to album nagrany przez młodą, polską ekipę (no dobra – basisty do tych nagrań musieli szukać aż w Doniecku, ale obecnie już chyba wszystko gra), a nie żaden odgrzewany kotlet ani sentymentalny powrót po dwudziestu latach twórczego niebytu. Trzymam kciuki za Cabaret Grey i liczę na szybkie ukazanie się pełnowymiarowego albumu, bo te sześć utworów to stanowczo za mało.

Michał Karpowicz