Caribou – “Our Love”

Caribou – “Our Love”
Merge/2014

Między niebem a piekłem.

Rzadko zdarza mi się słuchać płyty i myśleć, co ja bym bez niej zrobił. Co więcej, gdy dźwięki “Our Love”, czwartego albumu studyjnego Dana Snaitha nagranego pod pseudonimem Caribou, na kilka dni cichną w moim odtwarzaczu, to wtedy zaczynam odczuwać wyraźny brak i tęsknotę. Miłość do elektronicznych pejzaży płynąca z muzyki Caribou potrafi zalać szeroką paletą barw przestrzeń, w której przychodzi mi z nią obcować. Czuję się wtedy trochę jak bohater filmu “Między niebem a piekłem” poszukujący dla swojej ukochanej miejsca w raju.

Wizja krainy wiecznej szczęśliwości malowana przez Caribou jest zdumiewająco piękna. Zachwyca utwór “Can’t Do Without You” wprowadzający w nastrój albumu. Zdaje się on być doskonałym łącznikiem między wcześniejszymi a obecnymi dokonaniami Dana Snaitha (przypomina chwilami “Sun” rozwinięte o delikatne wokale). Po wysłuchaniu wstępu zdałem sobie już sprawę, że nie wiem, co bym począł bez “Our Love”. Niespieszny beat “Silver” nadał albumowi prawdziwego blasku i szlachetności. O ile dopiero co zahaczyłem głową o sklepienie niebieskie, to później niskie rejestry basu ściągnęły mnie w kierunku Hadesu – ale przecież “All I Ever Need” to wprowadzenie ukochanej do raju. Tytułowy “Our Love” wzbogacony o zsamplowane smyki i analogowe klawisze a la Zero 7 zmienił się niemal w klubowy hymn. Brama pomiędzy niebem a piekłem została na chwilę uchylona i wszyscy spotkali się na małym rave’ie w czyśćcu. Ci, co przed chwilą dali tanecznego nura, przy dźwiękach “Dive” wyruszyli w drogę powrotną. Liryczny i przyzywający “Second Chance” był jakby głosem proszącym o pomoc. W śpiewie wokalistki wyczułem rozgoryczenie przeplatające się ze słodyczą typową dla nieżyjącej już Aaliyah. Zabieg ten potęgował wrażenie poruszania się w zaświatach. Po chwili smutku przyszedł czas na radość. “Julia Brightly” to najweselsza i najintensywniejsza kompozycja na płycie, która, jakby niedokończona lub celowo zagłuszona, urwała się w połowie. Nagle spadłem do piekła i poruszałem się, skacząc po pływających pośrodku lawy blokach skalnych. Połamany rytm, parzące dźwięki fletu i mamroczące diabły niepokoiły i sprawiły, że jak najszybciej, odnalazłszy już ukochaną, pragnąłem się stamtąd wydostać. Nie było to łatwe, lecz utwór “Back Home” sprzyjał przemyśleniom i mozolnej wspinaczce. Im bliżej bram raju się znajdowałem, tym mocniej trzymałem dłoń ocalonej osoby i ostatkiem sił dotarliśmy w końcu do celu. Historia zawarta w albumie “Our Love” zostaje spięta klamrą w postaci kompozycji “Your Love Will Set You Free”, która przypomina swą strukturą i dramaturgią otwierający album utwór “Can’t Do Without You”.

Miłość do muzyki Caribou mnie wyzwoliła i nic na to nie mogłem (i nie chciałem) poradzić.

Szymon Matlak