Charles Bradley – “Victim of Love”

Charles Bradley – “Victim of Love”
Daptone/2013

Witamy w latach 60.

Ostatnie dwa lata są dla Charlesa Bradleya niczym bajka. Najpierw debiut, trasa po świecie, film dokumentalny, uznanie po wielu latach ciężkiej pracy, a teraz druga płyta. Charles jest po prostu szczęśliwy.

Słychać to przede wszystkim w tekstach. Tytuł “Victim of Love” nie jest przypadkowy. Prawie cały album jest poświęcony miłości, choć może lepiej byłoby napisać miłosnym wyznaniom pana Bradleya. Okazuje się, że Charles jest nie tylko żarliwy w opowiadaniu swojego ciężkiego życie czy prawieniu kazań, ale i w uczuciach. Może tym razem nie będzie płakać podczas śpiewania własnych piosenek, jednak “Victim of Love” aż kipi emocjami i zaangażowaniem.

Muzyka nie zmieniła się tak bardzo, jak warstwa liryczna. Nadal jest to bardzo mocno zakorzeniony w tradycji soul. Może nawet silniej niż na “No Time for Dreaming”. Jednocześnie dużo silniej słychać funk, druga płyta Charlesa buja nieprzeciętnie, momentami przywodząc na myśl amerykańskie seriale kryminalne z lat 70. Ciekawie wypada instrumental “Dusty Blue” z intrygującą partią fletu, singel “Strictly Reserved for You” wprowadza do twórczości Bradleya element psychodelii. Największym sztosem jest “Where Do We Go from Here”, gitara szaleje, dęciaki hipnotyzują. Po prostu fantastyczny psych-funk połączony z jeszcze większą żarliwością niż zwykle.

“Victim of Love” niczym nie zaskoczyła, bo i nie takie było jej założenie. Miał być klasyczny, ponadczasowy, elegancki soul z piekielnie charyzmatycznym, targanym emocjami wokalistą i tak właśnie jest. Charles jesteś wielki.

Michał Wieczorek