Charlie Winston – “Curio City”

Charlie Winston – “Curio City”
AFishant/2015

Przyjemność z lekkości słuchania.

Już dawno nie słuchało mi się płyty z taką przyjemnością. I nie była to przyjemność, kiedy zachwycam się każdym kawałkiem, ani przyjemność z odkrywania nowych zakamarków muzycznych, czy też przyjemność z wesolutkich lub śmiesznych piosenek. Ta przyjemność wiązała się z lekkością słuchania. Płyta “Curio City” pochłonęła mnie od początku do końca.Każda piosenka do podróż w inną stronę świata, a jednak słuchając tej płyty odnoszę wrażenie, jakby była to jedna spójna historia.

Czwarta płyta Charliego Winstona (nie mylić z Charlie’m Wilsonem) pokazuje, że ewolucja następuje tak jak powinna. Muzyk nie rzuca się na nieznane wody, ale nie ogląda się też za siebie. Ciągle idzie naprzód, jednak czerpie inspirację ze swoich wcześniejszych dokonań. Na “Curio City” jest zdecydowanie bardziej przebojowo niż na “Running Still” (2011) i o wiele ciekawiej niż na “Hobo” (2009).

Do najlepszych utworów trzeba zaliczyć “Truth” z bardzo przyjemną sekcją perkusyjną, nieco elektroniczne, ale stonowane “Too Long“, mocne “Another Trigger”, idealne na podróż “Lately“, wesołe “A Light (Day)” i nieco funkujące “Evening Comes” (chętnie wymieniłabym tego więcej!). “Wilderness” to utwór dobrze wpisujący się w “obowiązujące” trendy, “Say Something” ładnie buduje nastrój, a “Fear & Love” pozwala na wyciszenie. Jedyny kawałek, który trochę usypia to “A Light (Night)”. Charlie Winston ma fantastyczny głos, który brzmi wyśmienicie zarówno w delikatnych balladach, jak i w mocniejszych kawałkach, ale sam głos byłby niczym, gdyby nie teksty, które tutaj stoją na bardzo wysokim poziomie.

Album “Curio City” jest bardzo dobry i powinien usatysfakcjonować niejednego malkontenta. Tu nie ma się do czego przyczepić. Wszystko jest na swoim miejscu – produkcja, teksty, każdy instrument i głos Winstona. Czego chcieć więcej? Hm, może jakiegoś koncertu?

Ewelina Malinowska