Relacjeprzemek

Chillout w stoczni 3/3

Relacjeprzemek

Chillout w stoczni 3/3

O ostatnim dniu na Soundrive Fest.

Ewelina Malinowska: Trzeci i ostatni dzień alternatywnych brzmień czas zacząć. Bardzo mieszane uczucia mam co do występu Branches i ciągle nie mogę w żaden sposób się do nich ustosunkować.

Katarzyna Borowiec: Ten pierwszy niedzielny występ pozostawił we mnie również ambiwalentne wrażenia. Niby fajnie, ale momentami a to wokal nie domagał, a to melodie jakoś się sypały… Widać, że panowie nie mają jeszcze do końca pomysłu na siebie. Słaby był patent na cover – “Killer”, który napisali Adamski i Seal w wykonaniu Polaków zyskał po prostu mocne gitary. Zadziwiający był też dobór repertuaru – najgorszy kawałek zagrali na końcu.

EM: Nie zgodzę się z tobą co do coveru – był naprawdę dobry mimo tego, że zyskał tylko (czy też aż) gitary. Jeśli chodzi o Ulster Page, to mnie nie porwali.

KB: Ten francuski zespolik to taka ciekawostka przyrodnicza – na Last.fm mają aż 22 słuchaczy. Jak dla mnie za bardzo chcą być Queens of the Stone Age. Bawią się mocniejszymi brzmieniami, zahaczając nieco o grunge, ale w ich koncert również wkradła się nieznośna monotonia: kiedy wokalista zapowiedział nowy utwór miałam ochotę odpowiedzieć mu, że to i tak bez różnicy…

EM: The Sweet Release of Death mieli ten problem, że grali niemal w tym samym czasie co iamamiwhoami. Mieli grać ostry noise-rock, a ja czułam się trochę jak na przeglądzie kapel studenckich.

KB: To jakiś nieustanny przester – z niesmakiem stwierdził nagłośnieniowiec przed ich koncertem. Ucieszył mnie, jako zwolennika hałaśliwych brzmień, ten komentarz, okazał się jednak niezbyt adekwatny. Noise pop w wykonaniu Holendrów bardziej przypominał to drugie niż pierwsze. Chcieliby chyba być jak Thurston i Kim, ale brzmią jakby mieli się rozpaść nieco szybciej.

EM: iamamiwhoami przez pierwsze pół godziny koncertu nie sprawiła, że chciało mi się tupać nóżką. Dopiero później Jonna rozkręciła się nieco bardziej, kiedy grane były bardziej klubowe kawałki. Trochę zabawne są dla mnie takie performance, gdzie pani udaje zegar, później robi młynek, chórzystka ją małpuje itd. Ale mimo tego, atmosfera koncertu była naprawdę ciekawa.

KB: Jonna Lee produkowała tajemniczą atmosferę już od początku dnia – kiedy przyszłyśmy do B90 główna sala była zakryta, na czas próby wszyscy zostali wygonieni z klubu (jak to skomentowali Sweet Release of Death, they’d better be good!). Wszystkie te ceregiele okazały się ukrywać… podświetlony sześcian. I to podświetlony przez dwie trzecie koncertu zwykłym białym światłem… Spektakl zwierał również Jonnę ubraną w czarny kostium, który prowokował do przyglądania się szczegółom jej anatomii. Później założyła swoje słynne futerko. Tańczyła dosyć zabawnie, a komiczny efekt wzmacniała przedrzeźniająca ją chórzystka, ale muzycznie koncert był bez zarzutu. Mocne elektroniczne brzmienia były szczególnie przyjemne po dwóch dniach gitarowego grania. (Skąd pomysł na główną gwiazdę zupełnie z innej bajki niż cała reszta?… Wyszło w każdym razie na dobre). Jonna rozkręcała się powoli, ale finałowe “Goods” wypadło iście mistrzowsko, nawet sześcian zalśnił wreszcie kolorami. Piosenka stała się parkietowym wymiataczem, chociaż w wersji studyjnej nie słychać takiego potencjału. Mimo tajemniczego “TBC” zamiast godziny zakończenia koncertu w programie, projekt o niewymawialnej nazwie gościł na scenie przez czas ani dłuższy ani krótszy niż pozostali pojawiający się na niej główni wykonawcy.

EM: Tak, trochę rozczarowało mnie to, że jako główna gwiazda nie zagrała dłuższego koncertu (może kolejne pół godziny zmiotłoby wszystko i wszystkich?).

KB: Soundrive to przyjemny festiwal, z założenia mały, pełen mniej znanych zespołów o spójnym profilu. Druga edycja była smakowita, oby tak dalej!

EM: Za rok trzeba to powtórzyć, bo festiwal naprawdę daje radę. Bardzo podoba mi się też jego założenie, gdzie występują mniej znane zespoły. Świetne miejsce, genialny klimat i dobry dźwięk – to chyba wszystko, czego pragnie każdy fan muzyki?

Katarzyna Borowiec
Ewelina Malinowska

fot. Krzysztof Sado Sadowski (materiały organizatora)

część 1 >>
część 2 >>