Cieplarnia – “Przebudzony”

cieplarnia-przebudzony.jpg Cieplarnia -  “Przebudzony”
2.47 Records/2009

Cieplarnia to nowofalowy projekt zrodzony z sentymentu do muzyki, która królowała w Polsce w połowie lat osiemdziesiątych.  Ten pochodzący z Rzeszowa zespół będzie nie lada gratką dla każdego, kto kojarzy takie nazwy, jak Variete, Made In Poland czy 1984.

W ostatnich latach mogliśmy zaobserwować – także w Polsce – wysyp zespołów inspirujących się post-punkowymi brzmieniami z lat osiemdziesiątych XX wieku. Zdecydowana większość z nich wplatała jednak do tego brzmienia nowoczesne elementy i nawiązywała do klasyki takiego grania jedynie teoretycznie lub dzięki fantazji recenzentów, którzy ni stąd, ni zowąd stali się ekspertami od nowej fali. Inaczej ma się sprawa z rzeszowską Cieplarnią, której album brzmi niczym żywcem przeniesiony z roku 1984 lub jego okolic.

Wielu “postępowców” będzie się zapewne krzywić, że “Przebudzony” to album brzmiący archaicznie, przestarzale bądź niemodnie. Że trudno w nim doszukać się oryginalności. Sami muzycy deklarują jednak, że ich celem nie jest silenie sią na żadną nowoczesność. Zadaniem Cieplarni jest bowiem odtworzenie klimatu lat osiemdziesiątych, tego charakterystycznego brzmienia i harmonii. Udało im się to znakomicie – “Przebudzony” od razu przywodzi na myśl najlepsze zimnofalowe nagrania tamtych lat. Płyta jest spójna, konkretna i porządnie nagrana – z wyraźnym, pulsującym basem, zimną gitarą, miarowym biciem perkusji i mocnym wokalem Maćka Dobosza. Warto tu wspomnieć także o tekstach autorstwa gitarzysty K. Damhirscha. Spora część z nich dotyczy relacji damsko-męskich i są to jedne z najlepszych tekstów na ten temat, jakie słyszałem. Przy tym idealnie współgrają z muzyką, dzięki czemu siła rażenia całego albumu jeszcze bardziej się zwiększyła.

W zasadzie trudno jest doszukać się jakichś wad w “Przebudzonym”. Poza faktem, że w części utworów można by poprawić zakończenie (sprawiają wrażenie, jakby się nagle “urywały”) nie znajduję niczego, do czego można by się przyczepić. I produkcja, i umiejętności muzyków stoją na najwyższym poziomie; całość jest mroczna, hipnotyzująca i energetyczna. Myślę, że album ten można spokojnie postawić na półce obok takich klasyków, jak Made In Poland, Variete, Madame, Siekiera czy 1984. W kategorii “debiut roku” na razie nie widzę dla Cieplarni żadnej konkurencji.

Michał Karpowicz