Cloud Nothings – “Here and Nowhere Else”

Cloud Nothings – “Here and Nowhere Else”
Carpark Records/2014

Hałaśliwie do samego końca.

Dla Dylana Baldiego i ekipy ostatnie lata były raczej mlekiem i miodem płynące. Trzeci album grupy, “Attack on Memory”, zasugerował dość poważną woltę stylistyczną i z pościelowego lo-fi pop punka otrzymaliśmy rasowy zespół rockowy grający szybko i głośno, co doceniły ogólnoświatowe serwisy muzyczne (oraz nasz!). Cóż, nie każdy dwudziestodwulatek może pochwalić się takimi osiągnięciami, dlatego tym bardziej ciekaw byłem tego, czym jeszcze może nas zaskoczyć.

O następcy “Attack on Memory” szczątkowe informacje docierały już w zeszłym roku, kiedy to grupa występująca już jako tercet (gitarzysta Joe Boyer opuścił zespół z niewiadomych przyczyn, słyszałem pogłoski o tym, jakoby uszkodził vana zespołu pod wpływem alkoholu) wykonała na kilku festiwalach, w tym na naszym rodzimym OFFie (przepiękny koncert), dwie nowe kompozycje z nadchodzącego krążka. Kawałki, które teraz znamy jako “Psychic Trauma” i “No Thoughts” raczej nie spodziewały rewolucji, tylko swobodną kontynuację stylu zaczerpniętego na poprzednim albumie – zabójczą motorykę sekcji rytmicznej, głośne, hałaśliwe wręcz gitary i niemalże bolesny wokal Baldiego, więc tym bardziej było na co czekać.

“Here and Nowhere Else” to jednak nie tylko zrzynki z płyty poprzedniej, tylko sporo inwencji twórczej i eksperymentu, by wspomnieć monumentalny “Pattern Walks”, który w sporej mierze kojarzyć można z gigantem z poprzedniego krążka, czyli “Wasted Days”. Baldi sam wspominał, że jest to swego rodzaju kontynuacja pomysłu, tylko z trochę innym podejściem. Struktura wydaje się więc zgoła podobna (złamanie podstawowego riffu długim, transowym mostem i wejście w inną melodię), ale wyczuć można, że o ile “Wasted Days” miało bardziej chaotyczną i wolną formę (przyjmijmy, że to zasługa beztroskiego podejścia Albiniego), o tyle w “Pattern Walks” wolta jest już uzasadniona i nieubłaganie biegnie w stronę głośnej i energicznej końcówki, jednakże w bardziej przystępnej, piosenkowej formie. Porównując jednak “Here and Nowhere Else” ze swoim poprzednikiem, wyczuć można, że zespół stał się bardziej pewny siebie i dawno już przekroczył Rubikon szablonowych piosenek. O ile takie utwory, jak “Fall In” czy “Stay Useless” miały singlowy potencjał i w tle było słychać naleciałości pierwszych dwóch krążków, o tyle ciekawie dysonansowy “Quieter Today”, “Giving Into Seeing” ze swoją stadionową wręcz końcówką czy wspomniana wcześniej “Psychic Trauma” rezygnuje z popowego sznytu na rzecz większego brudu i ciężkości, ale wciąż z cholernie wciągającą linią melodyczną i chropowatym głosem Baldiego. Wielka w tym zasługa pozostałych członków Cloud Nothings, bo nie widziałem chyba kogoś bardziej spoconego po koncercie niż Jaysona Gerycza – bębny na nowej płycie są jeszcze agresywniejsze i jeszcze szybsze, nadając dobrego tempa nowym kompozycjom. Zaś TJ Duke swoim basem musi wypełnić jeszcze więcej przestrzeni z braku drugiej gitary, przez co niskie rejestry są bardzo dobrze rozbudowane i dają masę możliwości na mikro-popisy Baldiego.

8 indeksów składających się na “Here and Nowhere Else” może sprawiać poczucie niedosytu, ale sam zespół przyznaje, że przy dziewiątym utworze uznaliby, że tego jest za dużo, a tak otrzymujemy nieco ponad pół godziny dobrej zabawy. Obawiałem się tego, że to Albini nadał niepowtarzalnego stylu zespołowi podczas nagrywek, ale na szczęście, myliłem się. John Congleton wycisnął z grupy tyle, ile się dało, nie umniejszając jego przestrzeni. Przez to album sprawia wrażenie schwycenia energii, którą zespół prezentuje na żywo – zgrzyty gitar, lekkie przesunięcia w perkusji, wszystko to nadaje organicznego pędu, który potwierdza, że taką muzykę wręcz trzeba nagrywać na setkę.

Po raz kolejny otrzymujemy twardy dowód na to, że w gitary można wciąż się bawić z korzyścią dla wszystkich. Nowy album Cloud Nothings może nie jest wybitny, subiektywnie “Attack on Memory” było większym osiągnięciem, ale “Here and Nowhere Else” to także bardzo dobra płyta, którą z chęcią będę widział w podsumowaniach roku 2014. Świeża, energiczna, można nawet rzec – radosna, a przynajmniej radośniejsza od swoich poprzedników. Grupa jest teraz w dobrym miejscu ze swoją karierą, stąd Baldi sam podkreślał, że nie miał tak wielu powodów do tego, aby wyżywać się na świecie. Może to jego rezydowanie w Paryżu, może to spełnienie w tak młodym wieku, ale niech najważniejsze będzie to, by samozadowolenie pozwoliło na nagrywanie kolejnych świetnych krążków, czego zespołowi z całego serca życzę.

Kuba Serafin

POSŁUCHAJ CAŁEGO ALBUMU >>