▶ Combichrist – “From My Cold Dead Hands”

Combichrist – “From My Cold Dead Hands”

Powrót na szczyt.

Kiedy ze składu Combichrist zniknął bębniarz, a na koncertach pojawił się gitarzysta, fani z przerażeniem wieszczyli koniec jednego z najpopularniejszych projektów z pogranicza EBM i industrialu. Norwesko-amerykańska koalicja postanowiła jednak zaskoczyć wszystkich i nagrać jeden z najlepszych albumów w swoim dorobku. Mnóstwo tutaj chwytliwych melodii, agresywnej elektroniki i całe szczęście brakuje idiotycznych tekstów, przy których Johnny Rotten jest niemalże Mickiewiczem. “From My Cold Dead Hands” jest natomiast esencją “We Love You”, a może wręcz esencją gatunku. Genialny rytm, przy którym nie sposób usiedzieć gwarantuje utworowi wiekuiste życie na wszelkich imprezach spod znaku muzyki dark independent.

Jarosław Kowal