Relacjeprzemek

Coś tu nie gra

Relacjeprzemek

Coś tu nie gra
17.10.2011/Warszawa

Jak zachwyca, skoro nie zachwyca?

Na Offie widziałem krótki fragment koncertu Anny Calvi. Nie wspominam tego najlepiej, dość szybko się ulotniłem na Liars (którzy wcale nie byli lepsi). To zniechęcenie zrzuciłem na karb festiwalowego biegania i zmęczenia trzeciego dnia latania po koncertach od świtu do świtu. Tym bardziej, że płyta, przy całej swojej pretensjonalności, daje się nawet słuchać. Skoro tak, postanowiłem dać Ance drugą szansę.

Jak się okazało, ostatnią. Dawno nie byłem na koncercie tak pretensjonalnej artystki. Wydawało mi się, że nie piosenki są najważniejsze, tylko to, jaką ona jest świetną wokalistką (bo jakąś genialną gitarzystką, wbrew temu, co o niej piszą, nie jest). I rzeczywiście ma głos jak dzwon, ale takie ciągłe go eksponowanie i zupełnie niepotrzebne vibrata to coś ponad moje siły. Żeby jeszcze piosenki na żywo wypadały interesująco, mój zawód byłby mniejszy, ale miałem wrażenie, że ciągle gra tę samą piosenkę. To też nie musi być wadą, jest wiele zespołów, które z grania jednej piosenki uczyniły swój znak rozpoznawczy, jednak ich piosenka jest fajna. A twórczość Anny na koncercie okazała się nie dość, że przeokrutnie nudna i pretensjonalna, to jeszcze pusta jak wydmuszka i toporna. Bardzo, bardzo szkoda.

Za to Pustki zagrały wyśmienicie. Nie mieli dużo czasu, a wykorzystali go maksymalnie. Były i fajne melodie piosenek z ostatnich płyt, była nowość, która trochę za bardzo przypomina Vampire Weekend. No i była rozimprowizowana, hałaśliwa “Czerwona Fala”. Ostatni raz widziałem ich przed Myslovitz, też w Palladium, i wtedy nie zrobili na mnie tak dobrego wrażenia. Nie wiem, czy to dlatego, że Basia Wrońska wreszcie nie wydawała się przerażona byciem na scenie, czy może po prostu mieli dobry dzień, ale zagrali naprawdę świetnie.

Gdyby nie warszawski zespół, byłby to zmarnowany wieczór. A o Annie Calvi postaram się jak najszybciej zapomnieć.

Michał Wieczorek