Crystal Castles – “(III)”

Crystal Castles – “(III)”
Fiction/2012

Piękno autodestrukcji.

Żyjemy w (nie)ciekawych czasach. W Europie szaleje kryzys, świat arabski pogrąża się w niekończących rewolucjach (jedynie w Tunezji panuje względny spokój), wczoraj polscy radykałowie zapowiedzieli utworzenie wspólnego frontu i marsz po władzę. Strach się bać, co przyniesie przyszłość.

W takich dniach wychodzi nowa płyta Crystal Castles. Idealnie wyczuli moment. “(III)” to ich najmroczniejsza i najbardziej autodestrukcyjna płyta. Alice Glass już w pierwszy utworze wyznaje I am plague, ale na powtórkę z ultraintensywnego  ”Doe Deer” nie ma co liczyć. Pałeczkę przejmuje Ethan Kath, którego podkłady to najlepsza witch house’owa rzecz od powstania tego gatunku. Mieli, przetwarza, moduluje sample tworząc z nich grubą warstwę niepokoju. Często chropowatą, nieprzyjemną, ale fascynującą. Na niej pływa wokal Alice, czasem posiekany równie mocno, innym razem przepuszczony przez efekty. Niemniej, zawsze piękny. Wiem, to ostatni przymiotnik, którym bym opisał jej głos, ale to prawda. “(III)”jest trochę jak Warszawa, gdzie ją nagrywali. Z wierzchu brzydka, obskurna, ale miejscami niezwykle piękna.

Jednocześnie jest to najbardziej spójny album Kanadyjczyków. Niejednoznacznie witch house’owy, ale orbitujący w tym kręgu. I, jak pisałem wyżej, to najlepsza rzecz z całego tego nurtu. Mogło się  wydawać okolicach lipca, że to Purity Ring wycisnęli z witch house’u wszystko, co się dało, ale to CC zakasowali konkurencję. Koniec świata już za dwa miesiące, nie mogło być inaczej. I tylko faktem, że rok 2012 jest bardzo mocny w muzyce można tłumaczyć to, że “(III)” nie jest na najwyższym stopniu podium.

Michał Wieczorek