“Czuję, że cały czas się rozwijamy” – wywiad z Iwem Borkowiczem z The Ploy

“Czuję, że cały czas się rozwijamy” – wywiad z Iwem Borkowiczem z The Ploy

Z założycielem i wokalistą zespołu The Ploy rozmawiałem m.in. o jego początkach, reklamie w McDonald’s oraz nowej płycie.

Michał Konwicki: Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?

Iwo Borkowicz: W momencie, kiedy zacząłem grać na pianinie za najmłodszych lat w szkole muzycznej, której de facto nie skończyłem, gdyż jak wielu moich rówieśników zniechęciłem się do tego. To nie jest wywiad o problemach systemu edukacyjnego, ale można zaobserwować taki powtarzający się schemat, że ludzie ze szkoły muzycznej w pewnym momencie odchodzą zniechęceni, mimo że na rozwijanie swojego talentu poświęcili wiele godzin pracy i zaangażowania. Podejrzewam, że około 80% ludzi, których znam, uczyło się kiedyś gry na jakimś instrumencie. Jednak po pewnym czasie inne rzeczy zaczęły być pozornie ważniejsze i wyparły one muzykę. Niestety znam bardzo dużo takich historii, a wiem, jaką przyjemność sprawia zwykłe granie na gitarze, czy pianinie dla siebie w domu, kiedy wracasz ze szkoły i możesz chwycić najprostsze akordy, zagrać swoją ulubioną piosenkę, zafałszować do niej niemiłosiernie – to sprawia wielką radość. Ja miałem to szczęście, że na nowo odkryłem muzykę w gimnazjum. Zaczęła mi ona sprawiać wielką przyjemność, zacząłem grać na perkusji, pianinie, śpiewać.

Jak doszło do powstania zespołu The Ploy?

The Ploy powstało w 2009 roku. Początkowo miał to być skład, który miał grać na żywo mój solowy projekt, który tworzyłem w liceum. Szukałem muzyków, którzy byliby skorzy do współpracy. Z Andrzejem Zujewiczem znałem się wcześniej, on natomiast kolegował się ze Stefanem. Postanowiliśmy się spotkać i szybko doszliśmy do wniosku, że warto byłoby wspólnie robić muzykę. Od tego czasu występujemy już razem.

Jaką muzyką się inspirujecie?

Według mnie należy poszukiwać inspiracji w innych, często odległych dziedzinach. Zmniejsza to prawdopodobieństwo tworzenia rzeczy wtórnych, nudnych, otwiera nowe okna. Mógłbym wymienić zespoły, które lubię, ale uważam, że byłoby to zbyt duże uproszczenie. Oczywiście podglądamy, co robi świat i często zazdrościmy artystom, że to nie my wpadliśmy na coś pierwsi (śmiech). Nasze inspiracje są złożone, pochodzą zewsząd, często oparte są na codzienności. Pominę wymienianie zespołów, bo jeżeli ktoś chce się dowiedzieć, czego lubimy słuchać, to można o tym poczytać na naszych stronach.

W swojej niedługiej historii istnienia supportowaliście m.in. Monikę Brodkę, Strachy Na Lachy, czy Muchy. Jakie to uczucie występować na scenie przed takimi zespołami i przed publicznością, która de facto nie przychodzi na Wasze koncerty, tylko oczekuje na gwiazdę wieczoru, która wystąpi po Was?

Z pewnością jest to świetny kop dla młodych kapel, kiedy występuje się przed kimś, kto ma już widownię. Ma się wtedy pewność, że będzie dla kogo grać. Z drugiej strony trzeba sobie zdać sprawę, że nie będzie to granie łatwe, bowiem zdarza się, że duża większość nie zna supportu i jest już spragniona gwiazdy wieczoru. Jednak w tym jest nasza głowa, żeby zagrać tak dobrze, aby widzowie na moment przestali myśleć o tym, kto wystąpi za chwilę i skupili się tylko i wyłącznie na nas. Wydaję mi się, że często udawało nam się to zrobić. Spotkaliśmy się z wieloma pochlebnymi opiniami od fanów. Ponadto fajnie jest móc poznać ludzi, z którymi mieliśmy przyjemność występować, jak chociażby: Fisza, Rojka, Monikę, czy chłopaków z Much albo z Dead Snow Monster. To cudowne uczucie móc znać tych ludzi oraz obracać się w świecie rzeczywiście inspirujących muzyków.

Zdążyliście już zagrać trochę koncertów. Który z nich wspominasz najmilej?

Jest wiele koncertów, które wspominam bardzo miło. Jak chociażby występ przed Moniką Brodką w Starej Rzeźni, gdzie było ok. 4 tys. ludzi. Z drugiej strony bardzo lubimy grać w mniejszych miasteczkach, ponieważ często spotyka się tam bardzo otwartą publikę. Po występie ludzie przychodzą i rozmawiają z nami. Dzielą się swoimi wrażeniami, mówią co im się podobało, z czym im się to kojarzyło. Niekiedy przychodzą jacyś starsi panowie, którzy porównują nas do kapel, do których nigdy bym nie pomyślał, że zostanę porównany. Czasem dają nam zeszyty ze swoimi tekstami, ponieważ też piszą i chcieliby żeby cały świat to zobaczył. Wychodzę z takiego założenia, że należy cieszyć się każdym koncertem. Nie wolno prowokować sytuacji, w której po zagraniu na Open’erze lub Jarocinie, zabraknie motywacji, aby dawać z siebie wszystko w klubie grając dla 30 osób. Na szczęście nam to nie grozi, bo robimy to, co lubimy. Cieszą nas zarówno te małe jak i duże koncerty.

Jakbyś określił gatunek muzyki, którą gracie?

Ja powiedziałbym, że to jest alt-indie-pop-elektro (śmiech). Jest to połączenie alternatywnego rocka z trochę elektronicznym popem.

Jak to się stało, że wasz utwór “Trip” znalazł się w reklamie McDonald’s?

Firma McDonald’s szukała piosenki, która pasowałaby do tej reklamy, znaleźli nas i skontaktowali się z nami, a my się zgodziliśmy. Traktuję to jako element docenienia oraz jako dużą promocję w telewizji, radiu, czy prasie. Dotrzemy, dotarliśmy, docieramy nadal do dużej ilości ludzi w Polsce tą melodia, choć prawdopodobnie niewiele osób zastanawia się czy jest to zespół z Polski. Myślę, że efekty rozpoznawalności melodii zaobserwujemy później. Obecnie chcemy zagrać tyle koncertów i pokazać się w tylu miejscach, żeby ludzie zaczęli utożsamiać tę melodię z nami.

Od poprzedniej płyty minęło już trochę czasu. Jak wyglądają prace nad nową? Rozumiem, że utwór “RE:” jest jej zapowiedzią?

Tak, utwór “RE:” na pewno znajdzie się na naszej nadchodzącej płycie. Ta pierwsza została nagrana w 2010 roku, a przypomnę, że założyliśmy zespół pod koniec 2009. Wtedy graliśmy inaczej i to były pierwsze efekty naszego wspólnego grania. Widać w niej sporo niedoskonałości, to denerwuje, choć dostrzegamy w niej również fajne fragmenty. Mamy nadzieję, że płyta studyjna będzie lepsza od poprzedniej pod wieloma względami. Gdyby nie była, znaczyłoby to, że stoimy w miejscu. Nowy materiał jest, ale nie ma wytwórni oraz wydawcy. Pojawiają się ostatnio pewne spekulacje, rozmawialiśmy z pewnymi biznesmenami, ale konkretów niestety jeszcze nie ma.

Nowa płyta również będzie, podobnie jak poprzednia, w języku angielskim?

Płyta będzie całkowicie w języku angielskim.

Porozmawiajmy przez chwilę o twoim solowym projekcie. Dlaczego postanowiłeś w zeszłym roku nagrać 2 EP-ki? Opowiedz coś o tym.

Każdy twór muzyczny ma swoje granice działalności, nie można ładować wszystkich swoich chęci w jedną rzecz, bo staje się ona niesamowicie niespójna. The Ploy i tak już balansuje na granicach wielu gatunków muzycznych i te rozstrzały stylistyczne są dość szerokie. Bardzo chciałem to nagrać, gdyż siedziały we mnie pokłady muzyki bardziej personalnej, która totalnie z The Ploy nie mogłaby koegzystować, ponieważ emocja sceniczna byłaby zupełnie inna. Projekt ten z założenia miał być cichy, dlatego też bardzo się zdziwiłem, kiedy kilka portali o nim napisało w pochlebnych słowach. Jest to dla mnie wielka przyjemność i skoro wychodzą z tego rzeczy, które mają swój początek, środek i koniec, brzmienie oraz treść, to postanowiłem je udostępnić ludziom, a znaleźli się tacy, których te emocje dotknęły i z tego się cieszę.

A wybiegając trochę w przyszłość – myślisz o nagraniu kiedyś solowej płyty?

Oczywiście, myślę o 30 płytach zespołowych i 7 solowych i ponadto chciałbym jeszcze nagrać 4 koncerty na żywo na DVD (śmiech). A tak na serio to pewnie nie stanie się to jutro. Jak ktoś będzie chciał to wydać, to z wielką chęcią to zrobię.

Nigdy nie myślałeś o wzięciu udziału w jednym z, ostatnio dość popularnych,  rozrywkowych muzycznych show?

Mam pewną słabość to oglądania filmików na youtube, na których 9-letnie dziewczynki śpiewają Whitney Houston w taki sposób, że powodują ciarki na plecach. Uważam jednak, że takie programy mają mało wspólnego z muzyką sensu stricte. Jest to wielkie show i wyławia się tam często wokalistów niesamowitych pod względem emocji, barwy, warsztatu, ale nie czyni ich to muzykami. Takie programy jak Idol, X Factor, Mam Talent, wynajdują najlepszych wykonawców, a nie najlepszych kompozytorów. Nie licząc Must Be the Music, to nie promuje się w nich grania własnego repertuaru. Ponadto w takcie trwania tych show wokaliści mają sztab ludzi, którzy aranżują im utwory. A po programie często jest tak, że taki człowiek ma wielki potencjał medialny, tylko trudniej jest stwierdzić czy ma w sobie również potencjał artystyczny i kreatywny, żeby móc zacząć tworzyć własną muzykę. To jest głównym problemem tych programów. Jest bardzo niewielu ludzi, którzy po zwycięstwie, nawet bardzo spektakularnym, cokolwiek dalej w muzyce robią. Monika Brodka potrzebowała 8 lat, żeby się “otrząsnąć” z Idola, dopiero po tym czasie była w stanie wydać świetną płytę. Wydaje mi się, że i bez tego show zdołałaby to osiągnąć. To nie jest wg mnie droga do robienia kariery muzyka, tylko do robienia kariery showmana, zazwyczaj bardzo krótkiej i burzliwej, a karierowiczem na pewno być nie chcę.

Czego tobie życzyć na nadchodzące miesiące?

Przydałby się w końcu wydawca, ale pamiętam, że wielokrotnie chcieliśmy wydać płytę, a potem stwierdzaliśmy, że dobrze, że tego nie zrobiliśmy, bo w międzyczasie napisaliśmy parę fajnych piosenek. Nie martwię się tym, że nadal ta płyta nie została wydana, bo np. Kamp!, który odniósł  niedawno wielki sukces swojego debiutanckiego albumu, czekał na wydanie longplaya bardzo długo i wcale im to nie zaszkodziło. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, że cały czas się rozwijamy, gramy coraz lepsze koncerty, coraz lepsze kawałki. Dlatego też nie ma co się martwić brakiem studyjnej płyty, bowiem w końcu uda nam się zrealizować ten cel.

rozmawiał: Michał Konwicki