Daniel Spaleniak – “Dreamers”

Daniel Spaleniak – “Dreamers”
Antena Krzyku/2014

Wiatr o stałym kierunku.

Debiutancka płyta Daniela Spaleniaka, chłopaka z Kalisza, przyniosła wiele dobrego. Przede wszystkim potwierdziła, że w polskiej muzyce dzieje się coraz lepiej, a do produkcji nie są potrzebne “zagraniczne siły”. Natomiast pisanie o tym, że polska muzyka nie brzmi “po polsku” jest już truizmem. I chwała za to naszym bohaterom!

Prawdopodobnie płyta na rynku amerykańskim nie zrobiłaby furory, ale na polskiej scenie muzycznej przeciera szlaki dla pozostałych, zainspirowanych kombinacjami gitarowego riffu, folku, bluesa, progresji i nostalgii. I dlatego “Dreamers” jest tak bardzo doceniana.

Po raz pierwszy Spaleniaka można było posłuchać na początku tego roku, kiedy to światło dzienne ujrzał kawałek “My Name Is Wind“. I machina ruszyła. Dziś artysta zapraszany jest na przeróżne koncerty i festiwale, a wszystko za sprawą płyty, która choć zróżnicowana licznymi inspiracjami, jednocześnie jest bardzo spójna.

Krążek zaczyna instrumentalny “Black Notebook”, który nieznośnie przypomina The xx.  Natomiast “Full Package of Cigatettes” to songwriterskie mruczenie i bardzo delikatne riffy. Bardzo pociesznie i nieco tanecznie brzmi “By the Waterfall”, na którym można doszukać się maniery Kurta Vile’a. Kolejny utwór, “House On Fire”, jest ponury, a skoro mowa o mroku to nasuwa się na myśl Nick Cave. I rzeczywiście, głos Daniela przypomina trochę śpiew Nicka, nie tylko w tym utworze. Można to też  usłyszeć w “Insomnii” i melodyjnej balladzie “Voice In Your Head”.  Bardzo amerykańsko zaczyna się “Nothing to Do”, które jest połączeniem country z pop-rockiem. W “Story About Man Who’s All” chyba najbardziej urzeka głęboki głos muzyka. Choć słychać to przy każdej okazji na “Dreamers”, to jednak w tym utworze ma największą siłę rażenia. Jest to utwór trochę westernowski, bo nietrudno wyobrazić sobie kowboja, który w takt tego kawałka przemierza w pojedynkę Dziki Zachód. Singiel “My Name Is Wind” brzmi nieco niepokojąco, ale to w napięciu jest siła tego utworu. Gitary akustyczne i folk są w modzie, a Spaleniak zainspirowany zapewne songwriterskim Bon Iverem czy The xx, wykorzystuje swój potencjał. Daje mnóstwo od siebie, ot choćby marzycielską manierę wokalu. Wydźwięk piosenki przypomina trochę bieg po wielkim lesie. I wcale się w tym  lesie nie zagubił. Natomiast teledysk idealnie współgra z klimatem piosenki. Choć można w każdym utworze doszukać się czegoś, co przypomina twórczość artystów już uznanych, to z pewnością nie jest to wada tej płyty. Przecież każdy młody artysta ma swoich mistrzów, którymi się inspiruje.

Daniel Spaleniak z tej kombinacji wypracował i wyśpiewał swój własny styl. Album choć odbił się głośnym echem, nie zawiera typowo radiowych przebojów. Pewnie dlatego jest tak wyjątkowy.

Ilona Nieroda