Death From Above 1979 – “The Physical World”

Death From Above 1979 – “The Physical World”
Last Gang/2014

Życie po śmierci.

Wydawało mi się, że Death From Above 1979 to zespół z gatunku “live fast, die young”. Ze swoim jednym krążkiem “You’re a Woman, I’m a Machine” zmienili podejście do ostrego grania za pomocą oszczędnych środków. Punkowcy usłyszeli nieprawdopodobne tempo kawałków, alt-rockowi chłopcy dziwili się, jak można zrobić ścianę dźwięku basem i bębnami, a sam zespół krok przed osiągnięciem poziomu ultra gwiazd rockowych po prostu się rozpadł (więcej w super dokumencie), zostawiając po sobie jedną płytę, której echo słychać przez następne 10 lat w muzyce rockowej.

W sumie cieszę się, że DFA1979 postanowili dać sobie drugą szansę po latach zawieszenia i wydali “The Physical World” z dwóch powodów: po pierwsze – po prostu kocham ten zespół, uwielbiam ich niesamowitą energię i dałbym sobie co nieco uciąć, byle mieć taki niepowtarzalny sound. Drugim i ważniejszym powodem jest jednak to, że jak wielu z fanów, chciałem skonfrontować to, czy moc pierwszej płyty polegała na tym, że wkrótce po tym grupa przestała istnieć i okraszenie jedynego albumu “legendą” zmieniło moje podejście do samej muzyki. Byłem bardzo ciekaw, czy “The Physical World” w jakimkolwiek stopniu zbliży się do debiutu.

Można powiedzieć, że się nie zawiodłem. Po części album jest mniej lub bardziej udaną rekonstrukcją tłustego brzmienia. Basy Keelera wciąż wywracają flaki, a proste, taneczne bity i krzyki Graingera wzmacniają aurę szaleństwa. “Right On, Frankenstein”, “Government Trash” czy “Virgins” to stare, dobre rżnięcie spod znaku duetu, ale czasem grupa próbując dokoptować bardziej współczesne trendy, gubi się w swoim graniu. “White Is Red” to okropny, quasi-balladowy kawałek, który wciąż do mnie nie przemawia, “Trainwreck 1979″ brzmi popowo, a jednocześnie miałko, a “Crystal Ball” to młodsza i trochę niewykorzystana wersja “Little Girl” – strasznie wielka szkoda.

Można psioczyć, że nie jest to “I’m a Woman…” vol. 2, ale bądźmy szczerzy, czy naprawdę ktoś myślał, że wszystko potoczy się gładko? To już nie 2004. I tak cieszę się, że “The Physical World” w ogóle ujrzał światło dzienne, bo przed nami trasy, koncerty. I kto wie? Może tym razem się jednak nie rozpadną.

Kuba Serafin