Death Has No Dominion – “Death Has No Dominion”

Death Has No Dominion – “Death Has No Dominion”
SQE/2014

Wino, ukulele i magia przypadku.

Co dobrego może wyjść z połączenia ukulele, specyficznego duo w postaci projektanta odzieży i muzyka tworzącego w nurcie elektro-popu oraz dużej ilości wina? Do tej pory na myśl o takiej kombinacji przez głowę przewinęłoby mi się przynajmniej kilkanaście synonimów określających  “potencjalny kataklizm”, ale tym razem – być może za sprawą przeczucia lub cudownego zrządzenia losu – ciekawość zastępuje konsternację. Takim to sposobem zostaję zapoznana z wyśmienitym debiutanckim dziełem nowego, duńskiego projektu muzycznego – Death Has No Dominion.

Grupa – o ile można tak o nich powiedzieć – to raczej dzieło przypadku, niż zamierzonej kooperacji. Rasmus Bak i Bjarke Niemann znali się od jakiegoś czasu, pochodzili z tej samej miejscowości, oboje byli muzykami, jednak ich artystyczne trajektorie nigdy nie miały okazji się skrzyżować. Aż do momentu, kiedy ci dwaj panowie wylądowali w nowojorskim domu należącym niegdyś do Willema Dafoe i pod wpływem alkoholu chwycili za instrumenty, rzucając się w wir spontanicznego tworzenia.

Wydany 17 czerwca album Death Has No Dominion o tym samym tytule stanowi zapis niezliczonych pomysłów i efektów owej nieoczekiwanej współpracy. Utwory zamieszczone na płycie to intymne, akustyczne kompozycje oraz eksperymentalne wariacje z użyciem ukulele. Bak i Niemann przyznają w wywiadach, że klimat zauważalny na płycie w dużej mierze zainspirowany został ideą świtu, przynoszącego nadzieję i stwarzającego przestrzeń dla głębokich rozmyślań. W klimat ten wpisuje się między innymi otwierający płytę “Harvest” – melancholijna kompozycja, jednocześnie smutna i stanowiąca balsam dla duszy. Rewelacyjny w moim odczuciu jest utwór “Uproar In Heaven”, który adekwatnie do swojego tytułu stanowi swoiste połączenie ulotnej niebiańskości i domieszki stłumionego – ale bądź co bądź – buntu. Urzekające, nieco zawodzące slide’y na strunach ukulele rozdzierają przestrzeń kompozycji, robiąc miejsce dla subtelnego męskiego wokalu.

Pomimo pewnej spójności widocznej na płycie w każdym utworze można znaleźć jakiś element wyróżniający go na tle pozostałych. W “Poughkeepsie Exit”, pierwszej kompozycji stworzonej przez duet, jest to pseudo pohukiwanie sowy, niemalże niezauważalne chorały w “Reaching the Shore” czy perkusja i gitarowe riffy w “Coming Like a Hurricane”. I chociaż płycie “Death Has No Dominion” można by zarzucić parę potknięć, dla osób szczególnie lubujących się w skandynawskich, nostalgicznych klimatach album powinien stanowić prawdziwy rarytas.

Dorota Szubska