WywiadyprzemekInstytut

Długotrwała terapia muzyczna – wywiad z Instytutem

WywiadyprzemekInstytut

Długotrwałą terapia muzyczna – wywiad z Instytutem.

Wrocławianie o celebrytach, FAMIE i łączeni sztuk.

Mateusz Grzeszczuk: Wrockfest pożegnał sezon we wtorek 17 czerwca w klubie Eter. Główną gwiazdą wieczoru była Brodka. Wystąpiliście także i Wy. Autor artykułu napisał, że ktoś niezorientowany mógłby dojść do wniosku, że ma do czynienia z gwiazdą ogólnopolskiego formatu. Instytut świadomie zwodzi słuchacza, czy jednak Wasza pewna “lokalność” może być dla wielu niezrozumiała?

Piotr Iwaszko: Mam nadzieję, że za tym stwierdzeniem (“gwiazda ogólnopolskiego formatu”) przemawia profesjonalizm muzyczny, do którego dążymy, to, że zagraliśmy na równi profesjonalnym wykonawcom. W graniu koncertów przyświeca nam idea, że nieważne czy gramy dla kilkuset, czy dla kilku ludzi, musimy koncert zagrać dobrze. Dużą uwagę poza treścią tekstową i muzyczną, poświęcamy tworzeniu “naszego” brzmienia instrumentów, na których gramy oraz przedstawieniu zespołu intrygująco od strony wizualnej. To, że jesteśmy ubrani jak naukowcy z “Instytutu” (choć trochę podchodzimy do tego z dozą zabawy), ma być pewnym przekazem dla widza/słuchacza na koncercie, że zobaczy i usłyszy coś ciekawego. A jak dodamy do tego nasze teksty i muzykę, to, że nie będzie to muzyczny wygłup, tylko poruszające wyobraźnię klika dłuższych chwil. Zatem nie zwodzimy słuchaczy, a raczej zapraszamy do “naszego muzycznego świata”. Co do “lokalności” – jej się nie wybiera. Raczej jest ona narzucona z góry, jeśli zespół lub dany wykonawca nie “wpłynie” na ten słynny “główny nurt muzyczny”, dostępny dla dużej ilości odbiorców. A do tego nie zawsze już tylko siły i środki wyrazu danego wykonawcy wystarczą. Nikt celowo na lokalność muzyczną się sam nie skazuje, gdyż każdy muzyk chce, aby jego muzyka była słuchana przez możliwie jak największe grono słuchaczy.

Po raz kolejny spotykam się z zespołem, który ma coś wspólnego z Festiwalem FAMA. Nie omieszkam i Was spytać o wrażenia i opinię o tych, mam nadzieję, dwóch tygodniach spędzonych w Świnoujściu.

P.I.: Zespół Instytut jako finalista eliminacji, przeglądu kwalifikującego do Famy, wystąpił na tym festiwalu w roku 2007, po niecałym roku istnienia. Mimo, że od tamtego czasu minęło już 7 lat, wciąż mamy w głowach miłe wspomnienia związane z tym festiwalem. Formuła festiwalu oferowała zespołom muzycznym, nie tylko możliwość prezentacji swojej muzyki na licznych koncertach, ale także realizację wspólnych projektów artystycznych, w których łączono różne formy sztuki. Nam zaproponowano stworzenie muzyki pod wernisaż fotografii jednej z “famowiczek”, która na Famie miała swoją wystawę zdjęć (przepraszam, że nie pamiętam jej imienia i nazwiska, ale życzę jej z tego miejsca samych sukcesów na artystycznej drodze). Dla potrzeb powyższego wernisażu, połączyliśmy w jeden prawie godzinny utwór nasze piosenki, włączając w to dużą ilość improwizacji, wszystko po to, aby muzycznie zinterpretować treści, które pojawiały się na zdjęciach wyświetlanych, na dużym ekranie. Poza wspomnianym projektem, prawie codziennie graliśmy koncert w różnych festiwalowych miejscach, gdzie zawsze publiczność miło nas przyjmowała, czy było to w muszli koncertowej na świnoujskiej promenadzie, czy też późnonocne koncerty w klubie festiwalowym. Można powiedzieć, że całe miasto żyło tym festiwalem i było nam bardzo miło, jak ludzie po koncercie na drugi dzień, rozpoznawali nas na ulicach i gratulowali nam udanego występu. Rozdawaliśmy też chętnym nasze płytki demo, zawierające 4 utwory, pierwszy raz zarejestrowane jako Instytut, zatem ktoś w Polsce je ma i wie jak brzmieliśmy 7 lat temu. Może kiedyś będą kolekcjonerskimi perełkami.

Po siedmiu latach od tego momentu nadal podjęlibyście się pewnej współpracy w ramach “łączenia sztuk”? Jeżeli tak, to w jakim zakresie, charakterze?

P.I.: Tak, zawsze jesteśmy chętni do wszelkiej współpracy pod hasłem “łączenia sztuk” i cały czas na ile to się da, to właśnie realizujemy. Okładki naszych płyt wykonywali młodzi artyści malarze, a że “kino jest najważniejszą ze sztuk”, nasza piosenka “Mur” została wykorzystana  w filmie: “C.K.O.D. 2 – Plan Ewakuacji”, który miał swą premierę na festiwalu “Planete+ Doc”, natomiast piosenka “Gynefobia” została wykorzystana w przedstawieniu teatralnym w przeglądzie teatrów amatorskich w Bolesławcu w 2008 r. Odnośnie przyszłych działań myślę, że najlepiej sprawdziłoby się połączenie naszej muzyki granej na żywo ze sztukami wizualnymi. Chętnie podjęlibyśmy stałą współpracę z kimś, kto tworzyłby na żywo obrazy do naszej muzyki, która poprzez swoje teksty, daje duże możliwości interpretacyjne w kontekście właśnie obrazu.

A może warto pewną “plastyczność” Waszej muzyki wykorzystać w formie rozbudowanych, kreatywnych videoklipów/teledysków?

P.I.: W tę stronę szliśmy realizując teledysk do utworu “Machina”, za który jesteśmy chwaleni, zarówno przez słuchaczy jak i tzw. “branżę”. Na następne pomysły też będzie miejsce i będziemy starać się ciekawie prezentować naszą twórczość również od strony wizualnej, na ile środki i możliwości pozwolą.

Idąc tropem tego teledysku, minęło właśnie sporo czasu od wypuszczenia tego w eter, więc tym bardziej czekamy na coś nowego. Sięgając do lat wstecz – kto jest autorem scenariusza, skąd taka koncepcja? Konsultowaliście się z twórcami na bieżąco?

Wojciech Adasik: Scenariusz do teledysku został stworzony przez nas. Realizacji podjęło się ImagoStudio, natomiast większą część postaci wykonała dla nas Anna Mrowiec. Sama piosenka jak i teledysk jest przez dziennikarzy muzycznych odbierany jako satyra na polski show biznes. To co chcieliśmy powiedzieć w tym utworze nie dotyczy jedynie show biznesu. On jest tylko fragmentem większej całości. Tutaj chodzi o nasz styl życia. Bezrefleksyjne podejście do codzienności, weekendowe resety alkoholowo-narkotykowe. Kwestie uczuciowe schodzące na drugi plan. Liczy się niepamięć, odurzenie, czcimy powierzchowność. W takim świecie nie ma miejsca dla osób wrażliwych. W teledysku ludzie wykonani z opakowań są alegorią sztuczności, ale główny bohater chce być taki jak oni, imponuje mu to co robią, jest natomiast ulepiony z innej gliny (plasteliny). W tej rzeczywistości nie ma miejsca dla takich jak on.

Jeżeli mielibyście założyć Instytut Medyczny, a wasza muzyka miałaby posłużyć do specjalnej terapii. Jacy pacjenci najczęściej odwiedzaliby Wasze oddziały?

Wszystkim pomoże (śmiech). Nigdy ani słuchaczy, ani naszej muzyki w żaden sposób nie szufladkowaliśmy. Od tego są dziennikarze.

Pierwszy utwór z jakim się zapoznałem przeglądając wasz projekt to ten o wymownym tytule “Śmierć Frajerom”. Przesłuchałem, zwróciłem uwagę na słowa i doszedłem do pewnego wniosku, że nadawałby się na jakiś oficjalny hymn manifestacji, rewolucji. Myśleliście o nim może w tych kategoriach? Może według Was nadawałby się w szczególności na jakieś wydarzenie polityczne?

Ciekawa interpretacja. Utwór raczej ma wymowę kontrkulturową, to taki bunt przeciwko, dzisiejszej popkulturze, gdzie więcej jest “pop” niż “kultury”. Mówiąc wprost antycelebrycki numer.

Co was w tych środowiskach najbardziej śmieszy, dziwi?

Bardziej dziwi to, że jak bardzo osoby, które są znane z tego, że są znane, opiniotwórczo wpływają na współczesne społeczeństwo. Jak bardzo im wierzymy, a nie tworzą nic, co byłoby trwałe dla naszego życia. Z innej strony jak bardzo nas wszystkich interesuje obecnie “lifestyle” gwiazd, niż ich dokonania. Bardziej pamiętamy promujące się dziewczyny sportowców niż występy samych sportowców. W przypadku aktorów czy muzyków, interesuje nas bardziej, jak ktoś został przyłapany przez paparazzi w klubie i to jak był ubrany, niż to jak zagrał w ostatnim filmie/sztuce czy jaką płytę wydał.

A więc gdzie możemy niedługo przyłapać Instytut i jakie są najbliższe plany zespołu?

Najbardziej aktualne informacje koncertowe znajdują się zawsze na naszym Facebooku. W październiku zagramy w Poznaniu, Chodzieży, Zielonej Górze, Łodzi oraz Warszawie.

Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk