Relacjeprzemek

Drum and bass cały czas!

Relacjeprzemek

Drum and bass cały czas!
Tarnowskie Góry/10-11.08.2012

W miniony weekend w Tarnowskich Górach odbył się Let It Roll Open Air – pierwszy dwudniowy festiwal muzyki drum and bass w Polsce.

Pomysł na to wydarzenie przyszedł do nas z Czech. To własnie w tym kraju w 2008 roku miała miejsce pierwsza edycja tego eventu. Trzy lata później organizatorzy Let It Roll rozszerzyli swoja działalność o kolejny kraj – Słowację, a w tym roku przyszła kolej na Polskę. Nad zalew Chechło-Nakło przyjechało piętnastu czołowych djów i producentów światowej sceny dnb, których supportowali polscy twórcy tego gatunku.

W piątek pogoda nie była najlepsza, zapowiadał się zimny i deszczowy wieczór. Jak dotąd opady nie ominęły żadnego open air’a Let It Roll. Nie odstraszyło to jednak wielu fanów połamanych bitów, którzy reprezentując niemalże każdy region Polski stawili się pierwszego dnia na plaży śląskiego zalewu. Na terenie festiwalu spotkaliśmy także dość liczną grupę dramenbejsiarzy zza naszej południowej granicy.

Niestety adekwatnie do aury muzycznie pierwszy dzień festiwalu wypadł także szaro, chociaż mamy wrażenie, że im bardziej padało, tym lepszą można było odczuć energię za konsolą dj’ską. Na głównej scenie jako gwiazdy zagrali B-Complex, Aphrodite, Danny Byrd oraz duet Ed Rush & Optical. Ci pierwsi chyba nie do końca wiedzieli w jaki sposób chcą trafić do publiczności, skupili się głównie na monotonnych numerach z wobblowym basem, często wplatając w miksy elementy drumstepu. W zasadzie ciężko było odróżnić od siebie poszczególne numery, zabrakło różnorodności.

Przedstawiciel Hospital Records, czyli Danny Byrd także nas zawiódł. Spodziewaliśmy się liquidowego grania, a tego rodzaju dramów w jego występie było jak na lekarstwo. Oczywiście w secie pojawiły się sztandarowe hity takie jak “Sweet Harmony” czy “California”, przy których publiczność oszalała, jednak promowanie głównie swoich kawałków ze starych albumów nie było niczym nadzwyczajnym.

O godzinie 2 na scenie pojawili się kultowi Ed Rush & Optical. Ich występ był już znacznie bardziej dynamiczny od poprzednich, dlatego zgromadził największą publiczność. Różnorodne numery – sporo nowości a także klasyków – wprawiły fanów dnb w imprezowy nastrój.
Na koniec na głównej scenie pojawił się polski duet One Way i uważamy, że to właśnie oni zagrali set wieczoru na mainstage’u. Był liquid, był neurofunk i techstep, wobble także, a to wszystko podane z niesamowitą energią duetu, który przyczynił się do zorganizowania Let It Roll w Polsce.

Namiot Therapy Sessions odwiedzaliśmy tej nocy rzadko, jako że techno w wersji drum and bass jest dla nas trudne do wytrzymania przez dłuższy czas. Ukradkiem słyszeliśmy pojedyncze numery grane przez m.in. Limewaxa, Switch Technique’a czy Panaceę i sądzac po ilości ludzi bawiących się na secie ostatniego z tych artystów, można uznać, że jego występ był najlepszy na tej scenie pierwszego dnia festiwalu.

W sobotę wieczór gwiazd zapoczątkowały sety artystów należących do Viper Recordings, a dokładniej Metrika oraz Matirxa z Futurebound’em. Występ pierwszego z nich zapowiadał już, że ta noc może być znacznie ciekawsza od poprzedniej. Szybkie miksy, dużo utworów własnej wytwórni, jump up’owe drumy pozytywnie nastroiły publiczność. Scena Therapy Sessions także wydawała sie tej drugiej nocy bardziej interesująca. Po raz pierwszy odwiedziliśmy ją, gdy Forbidden Society wymieniał się za konsoletą z  The Sect. Jak się okazało zagrał on jeden z ciekawszych miksów tej edycji Let It Roll, pozostał dalej po mrocznej stronie dramów, kładąc jednak znacznie mniejszy nacisk na technoidy, co według nas było dużym plusem występu.

O godzinie pierwszej na mainstage’u pojawił się pionier gatunku drum and bass – London Elektricity. Pierwszy numer, który wnioskując po barwie podkładu, fenomenalnym wokalu oraz biorąc pod uwagę fakt, że Tony Colman jest właścicielem Hospital Records, był dziełem pochodzącym właśnie z tej wytwórni, fantastycznie rozpoczął set tego artysty. Temtatyka miksu London Elektricity utrzymywała się w konwencji jakiej można było się spodziewać – dużo melodii, wokalów i pozytywnych dźwięków. Występ ten zasłużył na uznanie nie tylko nasze, ale także większości festiwalowiczów.

Jednocześnie w namiocie Therapy Sessions pojawił się reprezentant legendarnego duetu Counterstrike. Chociaż ich produkcje znaliśmy odkąd zaczęliśmy interesować się drum and bass, nie mieliśmy okazji posłuchać tych afrykańskich dramów na żywo. Zaprezentowany set był na tyle mocny, że ciężko było ustać w miejscu komukolwiek, kto odwiedził w tamtym czasie drugą scenę Let It Roll.

O godzinie 3 nastapiło dla nas apogeum imprezy. Za sprzętem do miksowania na głównej scenie pojawił się Audio. Członek Virus Recordings zaprezentował się z jak najlepszej strony, grając naszym zdaniem najlepszy set festiwalu. Szybkie i taneczne dramy oraz przebiegający po całym ciele rollujący bas, zebrały pod sceną ludzi głodnych dobrej muzyki. Mimo że set Audio trwał jedynie półtorej godziny, był idealnym zwieńczeniem festiwalu.

Trzeba przyznać, że pierwsza edycja Let It Roll w Polsce udała się bardzo dobrze. Większość artystów nie zawiodła swoich fanów i pokazała światowy poziom miksowania, a publiczność dopisała i bawiła się fantastycznie, mimo nienajlepszej pogody. Miejmy nadzieję, że festiwal będzie miał kontynuację w następnych latach, by ci, których zabrakło w ten weekend w Tarnowskich Górach, mieli okazję uczestniczyć w tak dużym święcie muzyki drum and bass w naszym kraju.

txt: Julita Małek & Damian ‘DubYou’ Wójcik
foto: Anna Lenarcik