Edyta Bartosiewicz – “Renovatio”

Edyta Bartosiewicz – “Renovatio”
Parlophone Music Poland/2013

“Choć w papierach lat przybyło…”.

Minęło 15 lat. Wiele się zmieniło przez ten czas w różnych dziedzinach życia, w muzyce również. Pojawili się nowi artyści, brzmienia, sposoby aranżacji, klimat, generalnie jest inaczej niż było. I nagle w 2013 roku Edyta Bartosiewicz wraca z “dalekiej podroży” z nowym krążkiem. Po długiej przerwie i latach oczekiwania na obiecany album, płyta zatytułowana “Renovatio” wreszcie jest, trafia na półki sklepów, a rozgłośnie radiowe zaczynają puszczać najnowsze utwory artystki. Czy warto było czekać?

Ostatnie dzieło “Wodospady” zostało wydane w 1998 roku, zważywszy na to, pojawiły się narastające obawy i pytania: czy wyobrażenia fanów i krytyków na temat nowego albumu nie przyćmią kompozycji na nim zawartych? Czy charakterystyczny styl artystki przypadnie do gustu publiczności? W końcu ci, którzy teraz zaliczają się do grona młodzieży, byli małymi dziećmi, gdy Edyta królowała w latach 90. na listach przebojów, a ówczesne nastolatki zdążyły zasilić szeregi dorosłych. Czy wreszcie sama Edyta będzie…Edytą, czy rzuci się w pogoń za panującymi trendami i czy podążając za współczesnością nie zgubi po drodze siebie samej? Poprzeczka złożona z oczekiwań została dość wysoko ustawiona.

Już pierwsze dźwięki “Pętli” rozwiewają wszystkie wątpliwości i są niczym wiadro zimnej wody. Wydaje się, że 15 lat “minęło jak jeden dzień”, bo słysząc słowa “wiem, że byłam tu nie raz (…)” piosenkarka pokazuje wszystkim, że pozostała wierna swemu tradycyjnemu brzmieniu. Równie dobrze mogłaby chwycić za gitarę i zaśpiewać fragment kawałka z repertuaru Maryli Rodowicz (“Ale to już było”): “Choć w papierach lat przybyło to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami”, bo jest taka jak była. Jest po prostu sobą. Tą samą Edytą sprzed lat. I co ważne, jej muzyka nie “trąci myszką” ani trochę. “Renovatio” to ukłon w stronę muzycznej wrażliwości. Album oparty na spokojnym gitarowym graniu, pełen ballad czasem doprawionych nieco ostrzejszymi nutami. I nawet brak wysuwających się na pierwszy plan przebojowych kompozycji pokroju “Jenny” czy “Sen” nie działa na niekorzyść materiału. Panuje różnorodność. Leszek Kamiński (realizator dźwięku) zadbał też o to, by całość brzmiała naturalnie i nie była chaotyczna, tylko spójna.

Edyta zaczyna od delikatności, przyprawia ją żywiołowością i współczesnością, a wszystko podlewa sosem dojrzałej harmonii. Tytułowa piosenka (“Renovatio”) rozpoczyna się od zdecydowanych gitarowych riffów, “Niewinność” w nowej wersji brzmi dynamicznie i zarazem ekspresyjnie, zaskakując przy tym swoim rockowym charakterem. W utworze “Cień” wokal przechodzi w melorecytację, a dodatkowo soulowe chórki  wprowadzają niezwykły klimat. Z kolei “Italiano” zawiera pulsujące elementy funku i groove, “Orkiestra tamtych dni” to zwrot w kierunku reggae, a akustyczna kompozycja “Madame Bijou” to utwór na miarę kawałka “Sen”. Warstwa tekstowa także jest wyważona. Refleksyjność bez infantylności czy jakiegokolwiek banału.

W 1998 roku Steve Jobs (współzałożyciel i prezes firmy Apple) powiedział w wywiadzie dla BusinessWeek: “Jedną z moich mantr jest – skupienie i prostota. Prostota bywa trudniejsza niż złożoność: potrzebny jest ogrom pracy, aby myśleć czysto, a przez to tworzyć prosto. Jednakże wysiłek w danej sytuacji jest tego wart, bo kiedy osiągniesz umiejętność tworzenia prostoty, możesz przenosić góry (…)”. I taka właśnie jest najnowsza płyta Edyty Bartosiewicz – pełna skupienia i prostoty. Artystka może śmiało przenosić góry w dziedzinie muzyki, bo chociaż na “Renovatio” nie ma żadnych szokujących wstawek czy jakichś porywających eksperymentów, stworzyła spójną i pełną harmonii całość, idealnie wtapiającą się w kanony współczesnej rzeczywistości, a to prawdziwa sztuka.

Aneta Wieczorek