Eefje de Visser – “Nachtlicht”

Eefje de Visser – “Nachtlicht”
Eefjes Platenmaatschappijtje/[PIAS]/2016

Niderlandzki skarb.

Skupienie się tylko na muzyce anglosaskiej powoduje, że z horyzontu zainteresowań znikają wszelki inne sceny, kraje czy regiony. A przecież tam też dzieją się interesujące rzeczy, niejednokrotnie ciekawsze, bardziej kreatywne niż hajpowani w internecie i zapraszani na festiwale artyści z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Ile z nich zagrałoby w Gdyni czy Katowicach, gdyby pochodzili z innych stron świata? A ilu czołowych przedstawicieli scen z mniejszych krajów nie przebiło się do świadomości słuchaczy? Jedna Islandia i druga Szwecja wiosny nie czynią, jest jeszcze tyle muzyki do odkrycia.

Eefje de Visser jeszcze nie podbiła europejskich i światowych scen, choć w idealnym świecie byłaby to pewnie kwestia czasu. Holenderska piosenkarka na swojej trzeciej płycie eksploruje mięciutki indie pop podbity ciepłą elektroniką. Głos Eefje koi i kusi, jest delikatny i drapieżny zarazem. Współgra z nim muzyka – zwiewna, przestrzenna (jakby nagrywali w kościele albo hangarze). Ważna jest też jej nienachalna taneczność. Taka bardziej do potupywania nóżką niż do szaleńczych nocy w klubie. Piosenki są zaaranżowane skromnie, ale z wielką lekkością i fantazją. Brzmienie gitary akustycznej przenika się z ambientowymi plamami syntezatorów i syntetycznym brzmieniem perkusji. Cała płyta składa się z takich smaczków, drobnych zagrań, krótkich fraz, które cieszą ucho swoim wyrafinowaniem. Najjaśniej w tym zestawie błyszczy “Mee” – ze świetną współpracą sekcji rytmicznej, fantastyczną linią wokalu. Chciałbym, żeby ta piosenka opanowała stacje radiowe.

Świetną decyzją było pozostanie przy ojczystym języku. Holenderski zaskakująco dobrze współgra z ciepłą warstwą instrumentalną. Jest podobnie miękki i plastyczny, a piosenki zyskują romantyzmu. Ha, czy ktokolwiek by się spodziewał, że można nazwać holenderski romantycznym? A jednak to prawda, “Nachtlicht” to płyta zmysłowa, elegancka, niczym kolacja w dobrej restauracji.

Eefje de Visser i “Nachtlicht” to dla mnie wielkie tegoroczne odkrycie, szkoda by było, gdyby została nieznana poza swoją rodzinną Holandią.

Michał Wieczorek