Fair Weather Friends – “Eclectic Pixels” EP

Fair Weather Friends – “Eclectic Pixels” EP
wyd. własne / 2012

Chwytać, póki gorąco!

Lipiec już za oknem, temperatura bije niemiłosiernie w górę, a wentylatorki zacinają się od przegrzania. Ale nie ma to tamto, nie zatrzymujemy tempa, bo nadciąga muzyczna, letnia torpeda. Fair Weather Friends, czyli z początku niewinny elektroniczny projekt z Czeladzi, ale jak to w takich historiach bywa, nagle staje się czymś potężniejszym. Z biografii można przeczytać, że jeszcze jako tercet grali przed Pustkami i Ścianką, natomiast dołączenie do swojej grupy Michała Maślaka, którego znamy i kochamy z Searching For Calm czy Natural Mystic sprawiło, że maszyna ruszyła z kopyta.

Zespół jakoś nie może uciec przed łatwo przypiętą etykietą “polskiego Foster the People”, co dla kwartetu może być krzywdzące. Jedynym podobieństwem jest chyba fakt, że oba zespoły promują muzykę klimatem idealnym na słoneczne plaże i drinki z palemką. EP-ka “Eclectic Pixels” składa się z czterech kompozycji stworzonych według klucza: eksperymentuj i baw się dobrze. Stąd intro “Fortune Player” brzmiące jak zacinające się Atari, stąd nutki dubstepu w “All Out”, zabawy z ejtisowym brzmieniem, electro house’owe ciągoty z pomysłem. Na mini albumie słychać znakomite smaczki produkcyjne, synthy i basy delikatnie przenikają się z cichymi partiami gitarowymi, a wokale poddane są miłym dla ucha modulacjom, czasami brzmiącymi jak sześciolatek bawiącym się Kaoss Padem, lecz mimo wszystko świetnie współgrającymi z resztą muzyki. Dodatkowym atutem zaś jest przyjęcie Maślaka na stanowisko wokalisty, który swoją barwą i dobrze brzmiącym angielskim nadaje europejskiego wydźwięku muzyce Fair Weather Friends. Myślę, że taki eksperyment nawet dla samego Michała jest czymś zadowalającym, w końcu tutaj może pochwalić się ciekawym głosem, odbiega to trochę od standardów Searching For Calm, gdzie mimo wszystko nie ma tylu spokojnych, tak melodycznych partii jak w “Eclectic Pixels”.

Fair Weather Friends wstrzelili się idealnie w klimat wakacyjnego szaleństwa, ale wykazali się także sporymi umiejętnościami, co zaowocowało chociażby występem na tegorocznym Open’erze. Na ich debiucie znajdziemy porządne dyskotekowe bangery, będące zarazem kawałkami spod znaku user-friendly, a także utwory spokojniejsze, bardziej rozwinięte strukturalnie. Daje im to większe pole do popisu i możliwość pokazania się szerszej publiczności. Kto wie, może “Fortune Player” będzie kiedyś tak mocno katowany w radiu, jak niegdyś “Pumped Up Kicks”?

Kuba Serafin