Father John Misty – “I Love You, Honeybear”

Father John Misty – “I Love You, Honeybear”
Sub Pop/2015

Hipisowsko-sarkastyczny folk.

Głęboki, charyzmatyczny głos Josha Tillmana skupia całą uwagę i wycisza wszystko wokół. Bardzo wyraźnie rysuje granicę pomiędzy muzyką a tym, co dotychczas było tłem do sprzątania mieszkania, rzężącym hałasem, którego słucha się w  kolejce do kasy, czy nawet rytmem zabijającym autobusową nudę. Nie, tutaj słuchacz, jeśli tylko na to pozwoli, wzbija się na wyższy poziom słuchania.

Płyty takie, jak “I Love You, Honeybear” powinny być słuchane w skupieniu. Tradycyjnym sposobem, który odchodzi w zapomnienie. I nie jest to pojedyncze wyłapywanie piosenek na YouTube, ani włączenie shuffle na iPodzie, lecz skoncentrowanie się w pełni na muzyce. Tylko wtedy można wtopić się w dźwięki i słowa, zobaczyć wszystkie sytuacje, które Josh Tillman tak dokładnie opisuje, i odpłynąć w folkowo-hipisowskich rytmach.

Melancholijnym, trochę rozmarzonym głosem Tillman wyśpiewuje gorzkie prawdy na temat swojego życia oraz społeczeństwa. O bezcelowym egzystowaniu przepełnionym alkoholem i narkotykami, które wyciszają emocje, o amerykańskich lekarzach, którzy na każde najmniejsze schorzenie przepisują pigułki (nawiązujące do Springsteena “Bored in the USA”), o miłości obdartej z ułudy. Lecz to wszystko nie jest wcale napompowane przesłaniami czy mistycyzmem. Słowa są proste, tak samo jak jego muzyka, pozbawiona zbytnich upiększeń. Pomiędzy ironią a krytyką, sarkazmem a szczerym smutkiem, Tillman przemyca dużo prawdy. Te jego gorzkie żarty kontrastują z pogodnym i lekkim brzmieniem folkowych dźwięków. I to pewnie sprawia, że ta płyta jest tak zawiła i ciekawa.

Weronika Makowska