Relacjeprzemek

Fenomen Molly

Relacjeprzemek

Fenomen Molly
10.01.2014/Kraków

Relacja z koncertu Molly Nilsson w Krakowie.

Molly Nilsson to postać budząca wśród krakowskiej publiczności niezdrową ekscytację. Bilety kończą się szybciej niż polska wiosna, do klubów fani przybywają tłumnie. Szwedka zawitała do miasta ostatnio rok temu, również w styczniu; zagrała w klubie Piękny Pies, który tego dnia pękał w szwach. Re było też całkiem nieźle zapełnione, ale publiczność okazała się sporo mniej entuzjastyczna. Może w końcu udało się zauważyć, że Molly, choć urocza, to jednak żadna rewelacja…

Szwedka tworzy całkiem urocze piosenki do podkładów wykorzystujących różnorodne brzmienia – od dominujących syntezatorów po sporadyczne smyczki. Jednakże w trasie cały jej asortyment sprowadza się do jednego laptopa. Z jednej strony – ok, taki image, taka specyfika, względy oszczędnościowe i logistyczne nie do przecenienia. Z drugiej nie jest to muzycznie uzasadnione. Niewiele mamy dźwięków typowo elektronicznych, możliwych do wygenerowania jedynie przy pomocy komputera. Rozumiem, że Molly może mieć miliony powodów, aby nie dobierać sobie do towarzystwa muzyków, którzy mogliby obsłużyć jakiś bardziej wyrafinowany sprzęt. Ale część kawałków na kolanach błaga o prosty syntezator – szalonego wysiłku by to nie wymagało, funduszy babilońskich również. Czy miałoby znaczący wpływ na jakość występu? Kwestia do rozważenia, osobiście należę jednak do tych zboczonych tradycjonalistów, którzy lubią patrzeć, jak osoba przyciska klawisze w wymiarze większym niż kliknięcie “play” raz na jeden utwór.

Niewątpliwie tym, co “robi” całość w wypadku Molly jest jednak głos. Pani się poszczęściło i dysponuje wokalem o pięknej, głębokiej warstwie, wspaniale umie też owe dary wykorzystać, skwapliwie posługując się przyjemnymi, niskimi tonami. Teksty jej piosenek są również fajną sprawą – dobrze się słucha opowieści o niebieskich samochodach, które mogły nas wieźć wszędzie i kawałkach, których na pewno nie będą grać w radiostacjach. O miłościach trudnych i przypadkach opisanych ironicznie. Jeśli kogoś nie satysfakcjonowałby materiał oryginalny, Molly w Krakowie zaśpiewała także cover utworu napisanego przez Allana Robertsa, “You Always Hurt the Ones You Love”.

W 2013 Nilsson specyficzny wizerunek sceniczny nadrabiała bardzo umiejętnie nawiązywaniem kontaktu z publicznością. Jej żarty, co dość typowe dla koncertowych wodzirejów, są jednak powtarzalne – za drugim razem dedykowanie piosenki tym, którzy na Facebooku napisali, że przyjdą, ale ich z nami nie ma, nie jest już tak zabawne. Wokalistka powtarzała także wielokrotnie, iż Kraków kojarzy przede wszystkim z nadużywaniem alkoholu i nie może się doczekać chwili, kiedy ową rozrywkę zacznie uskuteczniać. Być może to, a być może słaby aplauz na zakończenie były powodem, dla którego koncert zakończył się już po około godzinie, bez bisów.

Molly, może następnym razem na wszelki wypadek przywieź nam ze Szwecji jakichś fajnych kolegów na support?…

Katarzyna Borowiec