Firefox AK – “Color The Trees”

Firefox AK – “Color The Trees”
Four Music, Sony, Razzia Records / 2011

I cóż, że ze Szwecji, skoro eklektycznie.

Na początku roku pojawiła się wiele obiecująca przystawka. Andrea Kellerman udostępniła piosenkę “Boom Boom Boom” wraz z promującym ją wideoklipem. Kilka miesięcy później, na wiosnę, miał ukazać się cały album. Ostatecznie na trzeci krążek Szwedki trzeba było poczekać dłużej.

Artystka ponownie przy tworzeniu piosenek postanowiła pracować z mężem Rasmusem Kellermanem (Tiger Lou). Do kooperacji dochodziło już wcześniej, zarówno w przypadku jej solowej kariery jak i wspólnego rockowego projektu Las Pueartas (próbka tutaj). Pierwszy singiel z “Color The Trees” stworzył błędne wyobrażenie o formule całego albumu, bo to nie jest kolejna próba rewitalizacja brzmienia znanego z lat 80. W odniesieniu do poprzednich muzycznych dokonań wokalistki praktycznie niezmienny pozostaje jeden kluczowy element – jej łagodny głos. Reszta składników albo została wymieniona, albo wybrano inne proporcje. Elektroniki co prawda nie brakuje, lecz na pewno też nie dominuje, często pełni funkcję tła.

Przy premierze albumu wokalistka stwierdziła, iż z tego krążka jest najbardziej dumna. Wiele podróżowała, opuściła na jakiś czas ostatnie miejsce stałego pobytu – Berlin. Choć duma muzyków ze swoich dzieł jest dość powszechna – niektórzy nawet każdy kolejny krążek nazywają najlepszym – to w przypadku Szwedki nie ma powodów, by nie uwierzyć w szczerość zapewnień. Chyba na żadnym poprzednim albumie nie było takiej różnorodności gatunkowej i instrumentalnej. Pojawiają się nawet motywy japońskiego (?) orientalizmu, np. w tytułowym “Color The Trees” bądź “Heavy With Rain”. Nawet osoby znające dotychczasową twórczość Firefox AK znajdą zaskakujące komponenty.

Immanentną cechą tekstów Szwedki jest repetytywność poszczególnych fraz (vide przebojowe “Meet Me There”), czy to jako refren, czy też wprowadzenie do niego. Trzeba dodać, iż artystka dobrze dzięki temu buduje napięcie. Poza tym ten zabieg ułatwia przyswajanie utworów. “My Sister and I” z bardzo słodziutkimi lirykami i interesującą warstwą muzyczną (lekko pulsująca elektronika i mnóstwo detali w dalszym planie) jest niewątpliwie jedną z perełek tej płyty. By jednak docenić ogólny klimat i dopasowanie pewnych konstrukcji na krążku nie wystarczy jedno przesłuchanie. Tak, to jest niestety jeden z tych albumów. Po pierwszym przesłuchaniu z pewnością wyróżnia się “Boom Boom Boom”. Kolejne kontakty z materiałem umożliwiają wybranie większej liczby osobistych faworytów.

Wokalistka pokusiła się nawet o prawie typową piosenkę reprezentantów singer-songwriter. W “Between These Walls” dochodzi do granicy swojej skali, śpiewając w towarzystwie gitary. Innym przykuwającym uwagę kawałkiem jest ten ostatni, dwunasty – “The Way That I Do”. Świetne klawisze, fantastyczna zabawa rytmem, pstrykanie. Doskonałe pożegnanie.

Oczywiście jest kilka piosenek, które mogą drażnić swoją aranżacyjną ascetycznością i monotonicznością. Problemy, które momentami były bardzo irytujące na poprzednich wydawnictwach. Zaznaczyłem jednak na wstępie, że ten album jest bardziej różnorodny, ponadto zauważalne jest większe dopracowanie materiału. Dzięki temu można z tym trzecim albumem przeżyć bardzo przyjemnie wiele chwil. Pierwszy, pełen uprzedzeń i oczekiwań, kontakt zakończył się rozczarowaniem. Każdy kolejny umacnia przekonanie, iż “Color The Trees” znajdzie się w prywatnym rankingu najlepszych zagranicznych albumów 2011.

Łukasz Stasiełowicz