Fixers – “We’ll Be the Moon”

Fixers – “We’ll Be the Moon”
Dolphin Love/2012

Eksplozje optymizmu w psychodelicznym popie.

Po raz pierwszy usłyszałam Fixers w remixie “Iron Deer Dream” Chada Valley’a, gdzie zaintrygowało mnie ciągle powtarzane słowo homicidal (morderczy). Postanowiłam więc sprawdzić, czy Chad przypadkiem nie przesadził ze swoją interpretacją piosenki, i czy Fixers faktycznie grają taką pozytywną muzykę.

Kwintet z Oxfordu może pochwalić się świeżym, elektroniczno-popowym brzmieniem, przy czym zahaczają też delikatnie o rocka. Chłopcy potrafią nieźle eksperymentować i właśnie to najbardziej urzekło mnie w ich muzyce. “We’ll Be the Moon” to album z pozytywną energią, idealny na wakacje, na plażę, wieczór w hamaku lub dobrą domówkę.

Otwierający płytę “Majesties Ranch” to energetyczny powiew świeżości, synth-pop, który dobrze komponuje się z hałaśliwymi gitarami, a całość dopełnia chwytliwy chórek w refrenie. Kolejnym utworem zasługującym na uwagę jest “Floating Up”. Jego delikatne brzmienie, już nieco bardziej popowe (ale ciągle zachowujące eksperymentalny styl), przyprawia o uśmiech. “Iron Deer Dream” to ostatni singiel kapeli, w którym prezentowana jest ich niebanalna wyobraźnia. Nieco spokojniejsze “World of Beauty” zabiera nas w psychodeliczną podróż po przyjemnych gitarowo-elektronicznych dźwiękach. Podobnie robi to “Pink Light”. Najlepszy utwór z płyty “Crystals” powinien być hitem lata, a to za sprawą szybkiego rytmu, dobrego wokalu Jacka Goldsteina i przede wszystkim znakomitym rozedrganym gitarom.

Na “We’ll be The Moon” znajdują się też gorsze utwory. Jednym z nich jest “Amsterdam”, który zbyt usypiającym głosem wokalisty sprawia, że mamy ochotę przeskoczyć ten kawałek. Kolejnym (wręcz tragicznym) utworem jest “Good Night”. Nikomu nie polecam nawet przesłuchiwania tego pseudo-folku. Załóżmy więc, że po prostu go nie ma. “Swimmhaus Johannesburg” brzmi jak disco-polo; zdecydowanie za dużo tu tanecznych rytmów z pewnymi nawiązaniami do lat 80.

Fixers na swoim debiutanckim albumie mają lepsze i gorsze chwile. Swoim pozytywnym graniem dosyć ciekawie wpisują się w ramy alternatywnego popu. Ich nowoczesne brzmienie, nieco dziwne teksty i lekko cukierkowa otoczka sprawiają, że słucha się ich z przyjemnością. Mimo kilku słabych utworów śmiało można powiedzieć, że te awangardowe eksperymenty z muzyką taneczną i rockiem mogą zaowocować czymś jeszcze bardziej pochłaniającym w przyszłości. Jednak póki co, cieszmy się wakacjami i radosnym albumem Fixers.

Ewelina Malinowska