FKA twigs – “LP1″

FKA twigs – “LP1″
Young Turks/2014

Minimalizm w muzyce, którego nie da się często słuchać.

Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, słuchając debiutanckiej płyty Tahliah Debrett Barnett, to słowo kontrast. Według Słownika Języka Polskiego PWN kontrast to ostra sprzeczność między zestawionymi przedmiotami, zjawiskami itp. Na “LP1″ skontrastowane są ze sobą dynamizm i flegmatyzm, agresywność i łagodność, aktywność i pasywność, zrównoważenie i porywczość, cisza i hałas, przejrzystość i zamglenie, ład i zamęt… I mogłabym tak wymieniać i wymieniać, aż skończy mi się zasób słownictwa. Album Twigs jest jednym wielkim kontrastem.

Również i moja opinia na temat tej płyty nie jest jednoznaczna. Z jednej strony mamy tu świetnie wyprodukowany krążkek, o którym nie można powiedzieć złego słowa, z drugiej jednak – nie da się go słuchać zbyt często. Ale czy dobra płyta równa się często słuchanej płycie? Zdecydowanie nie. Bo przecież są na naszych półkach krążki, których słuchaliśmy kilka razy w życiu, a utrzymujemy, że dla danego gatunku to najlepsze, co mogło się przydarzyć. Są też takie, których słuchamy non stop, ale nie są wybitne, po prostu “wpadły nam w ucho”.

“LP1″ nie wpada w ucho, nie podoba się, nie przypada do gustu, ale rzuca na kolana, wprawia w zachwyt i wzbudza podziw. To krążek widmo, który pojawia się i znika w dogodnych dla nas momentach, który przypomina nam o emocjach i uczuciach.

FKA twigs ma fantazję. Ma też dar dobierania dla siebie producentów, którzy sprawili, że album nie jest jednostajny, ale obraca się ciągle wokół jednego – minimalizmu. I właśnie w ten trend świetnie wpisuje się muzyka Twigs. Inaczej nazwać jej nie można. Bo i po co? To po prostu dobra kontynuacja wybranej ścieżki, trochę wąskiej, ale idąc wąską ścieżką zawsze można z niej zboczyć, co tylko pozytywnie wpływa na muzykę (w przypadku panny Barnett). A muzykę tę podsumowuje już pierwszy utwór znajdujący się na płycie – “Preface“.

Ewelina Malinowska