Free Kitten – “Inherit”

free-kitten.jpg Free Kitten – “Inherit”

Free Kitten to projekt Kim Gordon (Sonic Youth), Yoshimi P-we (Boredomes) i Julie Cafritz (Pussy Galore). Czyli zespół złożony z trzech kobiet, które w latach ‘90 pokazały jak się gra noise-rocka, przez całą dekadę wyznaczały trendy w muzyce i wychowały swoich następców. Po 11 latach znowu wspólnie nagrały nową płytę, co z tego wyszło?

Nic zaskakującego, płyta jest jak najbardziej przeciętna – a nic tak nie boli jak przeciętny album. Nie ma tam ani jednego momentu, który można by jednoznacznie skrytykować (może oprócz tego, że płyta jest monotonna, a czasami wręcz nudna, ale o tym później). Wszystko, co zachwycało w innych nagraniach tych Pań jest, ale w trochę mniejszej ilości.

Rozedrgana gitara, charakterystyczny histeryczny wokal (czy raczej deklamacja) Kim Gordon i odgłos perkusji Yoshimi, który można poznać zawsze – nikomu się jeszcze nie udało go podrobić, a wielu próbowało.

Jest wolniej niż zazwyczaj, muzyka nie jest już tak energetyczna jak w latach ‘90 – jest raczej motorycznie niż energetycznie. Utwory na “Inherit” można podzielić na dwie stylistyki – punkowe i punkowo podobne (“Help me”) i powolne, transowe utwory, w których napięcie cały czas rośnie, ale do erupcji dźwięków nigdy nie dochodzi (11 minutowy “Monster Eye”). Paradoksalnie największą zaletą jest nuda tej płyty – wytwarza ciekawy klimat podobny do poezji beatników (swoją drogą teksty na “Inherit” też nie są najgorsze).

Jeśli nie znacie muzyki, którą tworzyły członkinie Free Kitten zapoznajcie się z nią jak najszybciej. Boredomsi, Pussy Galore, o Sonic Youth nie wspominając w dużym stopniu ukształtowali dzisiejszą scenę muzyczną. “Inherit” polecam tym, którzy przesłuchali już wszystkie nagrania Sonic Youth (łącznie z setkami bootlegów krążących po sieci) lata ‘90 wzbudzają u nich niesamowity sentyment, a po nocach czytają poezje beatników. Inni mogą sobie spokojnie Free Kitten darować i posłuchać czegoś lepszego.

Filip Lech