Relacjeprzemek

Frytka Off – dzień 1. – Rangleklods wygrywa wszystko!

Relacjeprzemek

Frytka Off – dzień 1. – Rangleklods wygrywa wszystko!

Częstochowa ponownie udowadnia że można!


Gdy jechałam na ten festiwal dwa lata temu, nie spodziewałam się niczego szczególnego. Bardziej skupiłam się na problemie dojazdu, bo połączenia Wrocław – Częstochowa, były masakryczne. Wyjazd na Frytkę Off wspominam jednak do dziś jako jeden z najprzyjemniejszych letnich wyjazdów. Choćby dlatego, że festiwal odkrył przede mną kilka ciekawych zespołów (sprawdźcie tą piosenkę, a wasze życie już nigdy nie będzie takie samo!)

Dziś do Częstochowy dojeżdża intercity, bez przesiadek, więc nic, tylko pakować się i jechać! A jest na co. W pierwszy dzień na przykład zachwycili już pierwsi wykonawcy.

Duet Coals, który otwierał tegoroczną, piątą już edycję festiwalu, to na pierwszy rzut oka zespół bardziej przypominający Islandczyków, czy inny bardziej północny band, gdzieś z krainy Olafura Arnaldsa, czy Asgeira, niż band made in Poland. Kasia – dziewczyna o mocnym, charakterystycznym głosie przypominającym The Cranberries i Łukasz – grzeczny blondynek z gitarą. Dwa przeciwieństwa grające mniej lub bardziej pozytywno – mroczne ballady.

The Dumplings - ozłoceni debiutanci, wychwaleni pod niebiosa polskiego rynku muzycznego. Ledwo pełnoletni, robiący karierę, porównywalną do wyjadaczy polskiego alternatywnego showbiznesu. Czy trzeba mówić coś więcej?

Po The Dumplings publika się trochę przerzedziła,ale duet Rangleklods nie pozwolił im odejść za daleko. Mało tego: Rangleklods wygrywa wszystko! Duet zgarnia wszystkie nagrody tego wieczoru: za preformance, za wkład, za magnetyzm i zahipnotyzowanie publiczności! Pomimo, ze na początku nic tego nie zapowiadało. Mocne elektro duńczyków już od “Clouds” wciągnęło. Bezpowrotnie.

Na koniec dnia pierwszego natomiast wystąpił- człowiek – orkiestra, Fisz Emade Tworzywo. Tych panów nie trzeba przedstawiać ani zachęcać do posłuchania. Czego nie tknie się Familia Waglewskich z kolegami jest świetne. Tym bardziej kiedy na scenie mieszają utwory ze wszystkich swoich dotychczasowych płyt i wychodzi z tego taneczno – funkowy. Publiczność tańczy, “wprawia stopy w ruch”, a Bartosz Waglewski stoi na scenie prawie nieruchomo z megafonem. Jego fenomen cały czas, niezmiennie mnie zadziwia.

Foto + tekst: Maria Grudowska