Gil Scott-Heron & Jamie XX – “We’re New Here”

were-new-here.jpg Gil Scott-Heron & Jamie XX – “We’re New Here”
XL Recordings/2011

Muzyka łączy pokolenia.

Gil Scott-Heron – uważany za ojca rapu, artysta mocno doświadczony przez życie – w zeszłym roku po 16 latach przerwy powrócił ze świetnym albumem o przewrotnym tytule “I’m New Here”, który muzycznie oscylował gdzieś w granicach elektroniki, bluesa i hip-hopu. Z kolei Jamie XX (właściwie Jamie Smith), to człowiek odpowiedzialny za brzmienie The XX, który coraz silniej zaznacza swoją obecność na scenie elektronicznej. Jego remiksy cieszą się dużą popularnością, a dj sety przyciągają tłumy. Te dwie postaci różni właściwie wszystko, ale niedawno coś ich połączyło- płyta “We’re New Here”, na której młody Jamie zremiksował utwory muzycznego weterana z jego najnowszego wydawnictwa.

Przede wszystkim Jamie wywrócił do góry nogami brzmienie “I’m New Here”. Blues i hip-hop zamienił na UK garage i dubstep, który na szczęście został podany w niezbyt oczywistej formie i zdecydowanie odbiega od nieco utartego już brzmienia gatunku. Nie oznacza to, że brakuje głębokich basów, owszem, pojawiają się, jak w świetnym “NY Is Killing Me”, ale cały czas czuć, że młody producent stara się kombinować i zrobić to po swojemu. Największa rewolucja czeka nas chyba jednak dopiero na końcu. Jamie z utworu, pierwotnie będącego spokojną balladą opartą głównie na dźwiękach fortepianu, zrobił prawdziwy parkietowy wymiatacz, daleki jednak od kiczu czy tandety. Jednocześnie brzmienie “I’ll Take Care Of You”, bo o nim mowa, momentami może kojarzyć się z dokonaniami The XX. Na uwagę zasługuje też otwierający album “I’m New Here”, w którym obok wokalu Herona wykorzystano sample z utworu “Cassanova Brown” Glorii Gaynor – przeplatanie się tych dwóch głosów sprawia wrażenie, jakbyśmy przysłuchiwali się swego rodzaju dialogowi między mężczyzną, a kobietą.

Chociaż “I’m New Here” to album z remiksami, absolutnie nie powinno się go traktować jako wydawnictwa drugiej kategorii, czy w jakimś sensie odtwórczego. Jamiemu udało się stworzyć zupełnie nową jakość, która z pierwowzorem ma niewiele wspólnego. I bardzo dobrze, bo dzięki temu możemy cieszyć się materiałem, który oprócz tego, że świeży i intrygujący, pozostaje również, na swój sposób, oryginalny.

Anna Wojciechowska