Relacjeprzemek

Głos to nie wszystko

Relacjeprzemek

Głos to nie wszystko
24.11.2011/Wrocław

Rykarda Parasol w klubie Firlej.

Muszę przyznać, że w przypadku tej artystki długo opierałam się przed przesłuchaniem. Niejednokrotnie gościła już w Polsce, w informacjach prasowych pojawiały się same pozytywne informacje o jej glosie, jak i jej samej, a plakaty zapowiadały nie tylko utalentowaną, ale i piękną artystkę.

Po obejrzeniu pierwszego w mojej karierze występu artystki jestem w pełni ukontentowana głosem. To zaskakujące, jak w rozmiarze 34 mieści się tak silny, mocny głos, który faktycznie najtrafniej można by porównać do artystów pokroju Nicka Cave’a. Czasem niski, owiany lekka mgiełką czaru i tajemnicy, czasem wyższy, melodyjny, w każdym jednak punkcie sinusoidy silny i pewny siebie. Choć ta pewność siebie znikała, kiedy artystka przestawała śpiewać. Nerwowe rozglądanie się po sali, wyproszenie fotoreporterów, którzy rozpraszają artystkę… wszystkim tym zdradziła, że nie czuje się jeszcze pewnie na scenie, choć występuje na niej już od jakiegoś czasu.

Jeśli chodzi o stronę wizualną koncertu, show, jaki artystka zrobiła, nie zachwycił jednak do końca. Może przede wszystkim dlatego, że tego show nie było. Rykarda wyszła na scenę i poza kilkoma słowami do publiczności pomiędzy kolejnymi utworami i nerwowym spoglądaniem na klawiszowca i gitarzystę, którzy towarzyszyli jej na scenie, nie działo się kompletnie nic. Wie wymagam fajerwerków, ani rewii kabaretowej, bo to nie ten styl muzyczny. Jednak jeśli ktoś nie jest zagorzałym fanem artystki, mógł wyjść z koncertu nie do końca spełniony. Choć głos się obronił. Ale głos to nie wszystko.


tekst i foto: Maria Grudowska