Relacjeprzemek

God Is an Astronaut w Gdańsku – relacja

Relacjeprzemek

God Is an Astronaut w Gdańsku – relacja
Parlament/1.12.2012 r.

Kosmos?

God Is an Astronaut to jeden z tych zespołów, które chciałam koniecznie zobaczyć na żywo i sprawdzić, jak ma się post-rock słuchany w zaciszu domowym do tego zagranego na koncercie w klubie. Muzyka instrumentalna zawsze na koncertach stoi pod znakiem zapytania. Muzycy muszą się niemało natrudzić, aby choć w niewielkim stopniu stworzyć taki klimat, jaki ma właśnie muzyka post-rockowa słuchana w samotności.

Zespół grał przez półtorej godziny. Najwięcej kawałków można było usłyszeć z płyty “All Is Violent, All Is Bright”. Nieco mniej z “God Is an Astronaut”. Jako że koncert ten był częścią trasy “10 Year Anniversary”, GIaA zagrali również “Route 666″ z pierwszej płyty, który brzmiał tu o wiele bardziej energicznie i nadzwyczaj przestrzennie. Dziwi mnie, że tak mało utworów usłyszeliśmy z ostatniej płyty, która ukazała się w 2010 roku. “Age of the Fifht Sun” zostało niemal pominięte. Rozumiem, że nie zagrali mojego ulubionego “Dark Rift” i równie ciekawego “Infinite Horizons”, bo ludzie mogliby zasnąć, ale gdzie podział się “Tempus Horizon”?

Post-rock w wykonaniu tych panów był na koncercie jakby mocniejszy, nieco nawiązujący do muzyki metalowej. Ciężko było doszukać się tu przestrzeni oraz ambientalności/ambientowości, która w post-rocku jest dość istotna. Zaskoczyła mnie energia zespołu, która dodawała skrzydeł publiczności. Widać było tłum fanów, który po kilku kawałkach już czynnie brał udział w  koncercie (najbardziej ożywione były chyba dziewczyny; panowie niestety nie do końca dali ponieść się emocjom). Kilka razy ktoś próbował nawet rozpocząć pogo, ale niestety jego wysiłki spełzły na niczym. Energia była, choć zapewne większość osób przeżywało tę muzykę wewnątrz siebie. Jednak przy “Suicide By Star” nawet niewzruszony pan ochroniarz musiał się uśmiechnąć.

W trakcie koncertu doszło także do oświadczyn, w trakcie których publiczność odśpiewała donośne “Sto lat”. Nie przepadam za tego typu akcjami na koncertach, ale większości osób takie przedsięwzięcie bardzo się spodobało.

Klub był bardzo dobrze nagłośniony – mam nadzieję, że na końcu sali można było usłyszeć równie przyjemne dźwięki, jak tuż pod sceną. Mam zastrzeżenia jedynie do wizualizacji, które były bardzo słabe i raczej niepotrzebne ze względu na to, że “panowie od oświetlenia” odwalili kawał dobrej roboty.

Jeśli ktoś nie znał wcześniej zbyt dobrze GIaA mógł poczuć niedosyt, a wszystko to przez bardzo podobne do siebie utwory. Uwagi typu: “Czy ja przypadkiem przed chwilą tego nie słyszałem? Aaaaa, jednak nie, ten riff minimalnie różni się od tego w poprzednim kawałku” lub “Chyba już czwarty raz grają ten utwór” były w zupełności zrozumiałe.

Po tym koncercie oczekiwałam czegoś więcej. Być może gitarowe ściany dźwięków nie były wystarczająco szczelne.  Jednak koncert jako całość mogę uznać za udany. Panowie z God Is an Astronaut wybronili się energią na scenie oraz zagraniem utworu “Zodiac”.

Ewelina Malinowska
foto: Dominik Staniszewski/trojmiasto.pl