Graftmann – “The Greatest Queen”

Graftmann – “The Greatest Queen”
Gustaff Records/2011

Wokalista Miss Polski solo i nie na parkiecie.

Choć obecnie szukając informacji o Graftmannie można zwykle przeczytać, że jest to wokalista Miss Polski, to jednak solowe nagrania Romana Szczepanka dotarły do słuchaczy kilka lat przed nagraniem “Miss Piggy na parkiecie”. Krążek “Graftmann” zyskał nawet miano debiutu roku według tygodnika “Przekrój”.

Teraz Graftmann z gitarą w ręku, w zacnym towarzystwie Przemka Myszora w roli producenta i Marcina Borsa  jako speca od masteringu, inspirując się muzyką francuską, przedwojennymi melodramatami i krążkiem “Heaven or Las Vegas” Cocteau Twins, znów powraca do solowego grania.

O “The Greatest Queen” można z pewnością powiedzieć, że to dobrze wyprodukowana płyta. Mieszanka dźwięków gitary akustycznej, pianina, uroczych dzwoneczków i fajnego basu (“Please Please Please Disappoint Me”), urozmaicającej brzmienie  harmonijki (“Made In Poland”) oraz – jeśli wierzyć temu, co można przeczytać w informacjach o płycie – kilkunastu instrumentów klawiszowych i dziecięcych zabawek, stanowi dosyć niebanalne połączenie.

Muzyka Graftmanna może kojarzyć się przez to z ostatnim albumem Julii Marcell. O ile jej krążek miał jeszcze w zanadrzu świetne melodie i fantastyczny wokal, u Graftmanna brak tych elementów. W połowie płyty wsłuchiwanie się w ciekawe dźwięki przestaje wystarczać, a melodii, które choć trochę zapadłyby w pamięć nie ma tu niestety zbyt wiele. W odbiorze płyty nie pomaga również jednostajna maniera wokalu Romana Szczepanka.

Graftmann stanowi jednak kolejny promyczek nadziei dla wszystkich, którzy cieszą się na myśl o coraz liczniejszym udziale w polskiej muzyce singer-songwriterów. Być może kiedyś ten promyczek rozbłyśnie nieco jaśniej.

Kamila Madajczyk