Handsome Furs – “Face Control”

handsome-furs-face-control.jpg Handsome Furs – “Face Control”

Montrealscy minimaliści powracają ze świeżym materiałem. Współpraca Dana i Alexei to wciąż świetny przykład na to jak łączyć gitarowy ogień z subtelną elektroniką. Tym razem inspiracją dla muzyków okazała się ubiegłoroczna trasa koncertowa po Europie Środkowej i Wschodniej.

W Polsce udało się zorganizować aż 3 występy, co było lekkim zaskoczeniem – zwłaszcza, że zespoły zza oceanu rzadko upatrywały sobie nasz kraj jako miejsce intensywnego koncertowania. Tytuł nowego albumu “Face Control” to już pozostałość po wizycie w Moskwie, a właściwie w jednym z nocnych klubów. O wejściu do niego miał decydować bramkarz oceniający klientów po delikatnie mówiąc “wyrazie twarzy”. Obraz ten nam dobrze znany z własnego podwórka widać na Kanadyjczykach zrobił wrażenie. O innych śladach podróży po wschodniej części Europy informują nas same tytuły utworów jak: “Nyet Spasiba”, “Radio Kallingrad” czy “(Passport Kontrol)”. Jeśli chodzi o ogólną warstwę muzyczną duet nie zdecydował się na wprowadzenie bałałajek czy cerkiewnych śpiewów. Co zatem słychać?

Odważną podróż w rejony dance-punkowe z mocnym naciskiem na dance. Trzeba jednak zaznaczyć, że nad wejściem do sali prób muzyków musiał wisieć napis “Grać nieważne jak – byle melodyjnie”. Z większości utworów zgromadzonych na krążku da się wydestylować porządne linie melodyczne. Niewielkie instrumentarium złożone z prostego syntezatora i gitary elektrycznej zostaje użyte w sposób w miarę wyczerpujący. Dobrym tego przykładem jest otwierający całość “Legal Tender”. Utwór rozwija się powoli przechodząc z partii wokalno-elektronicznych w rejony uzupełnianie o przesterowane partie gitary. Co tu dużo pisać, wyszedł z tego bardzo przebojowy materiał. Wystarczy wsłuchać się w “All We Want, Baby, Is Everything”, “Thy Will Be Done” czy świetny gitarowy “I’m Confuzed”. Zero przeciągania utworów w nieskończoność.

W głosie Dana jest coś zastanawiającego. Należy do tej klasy wokalistów, którzy sami z siebie wiedzą co chcą zaśpiewać – i najważniejsze – wiedzą jak to zrobić. Nie chodzi mi tutaj o warsztat, ale raczej podświadome kierowanie emocjami zawartymi w głosie. Czasem, fakt, ta ekspresja nawarstwia się na tyle, że traci na charakterystyczności, ale przeważnie brzmi całkiem przekonująco. Jak w końcowym fragmencie “Legal Tender”, gdzie wokalista śpiewa “I was dead in the motel / sun rise came from the other side / I was dead in the motel / sun light hold me“. Jego głos to bez wątpienia najbardziej charakterystyczny element grupy.

Album to dobre połączenie post-punkowej przebojowości z odrobiną elektronicznego eksperymentu. Wszystko w ramach damsko-męskiego duetu, który pomimo niewielkiej siły wizualnej radzi sobie na scenie całkiem nieźle.  W tym roku – jak już wiemy -  trasa promocyjna “Face Control” także nas nie ominie (Uwolnij Muzykę! objęło oficjalny patronat nad koncertami w Warszawie i Krakowie). Można będzie będzie samemu przekonać się o wartości duetu na żywo.

Marcin Bieniek